Najpiękniejszy dzień na śmierć

Z Emma Popik : Oficjalna strona gdanskiej autorki ksiazek SF
Skocz do: nawigacja, szukaj


W świecie, który opisuję, selekcjonuje się ludzi od razu po urodzeniu. Wszak mamy tak wspaniale rozwiniętą naukę, nieprawdaż? Można stwierdzić, czy z "materiału ludzkiego" wyrośnie niepełnowartościowy osobnik - takie oddaje się od razu do instytucji opiekuńczych. Tam podobno są troskliwie edukowane, by mogły nadrobić opóźnienie. A może prawda jest zupełnie inna?

Z takiego wspaniałego domu opieki społecznej zdołało uciec dwoje dzieci. Nie umieją mówić, gdyż do nich nie mowiono. Są opóźnione w rozwoju, gdyż ich zmysły nigdy nie doznawały niczego.

Jak potraktuje ich świat? Wszak są uciekinierami z domu opieki, przekroczyli prawo. Wysyła się więc za nimi brygadę antyterrorystyczną. Mężczyźni są uzbrojeni, a ich snajper oczywiście nie chybia. Jak dowódca oddziału uzasadnia swoje zaangażowanie w poszukiwania uciekinierów? Czy ich dopadną, czy snajper się zawaha, czy też po prostu podniesie broń do oka, bo przecież ma odstrzelić dwa niepełnosprawne społecznie obiekty.

Chłopiec ma na imię Jac, gdyż potrafi wypowiedzieć tylko ccc, a dziewczynka to Gaga, gdyż jej rozwój zatrzymał się na poziomie gaworzenia. Dostali się na łąkę pełną zieleni i kwiatów. Gdzieś w wysokiej trawie flirtuje ze sobą para. To są całkowicie nowe doznania dla dzieci:

"Jac nigdy nie słyszał, aby ktoś oprócz dziewczynki mówił takim głosem. Głosy strażników były ostre, a pielęgniarzy ochrypłe, szczególnie wtedy, gdy opróżnili butelkę z cuchnącą cieczą. Chłopiec nawet spojrzał na dziewczynkę, by sprawdzić, czy to nie ona tam rozmawia, ale Gaga leżała przyciśnięta do ziemi, mając usta wtulone w trawę. Była zajęta dotykaniem wargami pojedynczych źdźbeł trawy. Przesuwała językiem wzdłuż łodyżki, chwytała ustami listki. Były takie delikatne. Odgryzła listki, przeżuła je i połknęła. Jakże jej smakowały! Oblizała się i ustami pochwyciła płatki czerwonego kwiatku stojącego tuż obok na łodyżce. Rozpoznała smak gorzki, również dla niej nowy. Rośliny dostarczyły jej wargom i językowi nieznanych i ciekawych smaków. Jakże się różniły od pożywienia, które rzucali im pielęgniarze! W jej mózgu połączyły się dwie białe ścieżki, dotąd rozerwane i zaczęły pędzić po nich szalone sygnały. Głosy się przybliżały. Usłyszeli szuranie nóg idących po trawie. Głos podobny do głosy Jaca, lecz grubszy, mówił coś cicho, a głos podobny do głosu Gagi odpowiadał, robiąc przerwy, w których odzywały się dźwięki - "Ha, ha, ha". Dzieci nigdy ich nie słyszały. Nie wiedziały więc, czy wróżą niebezpieczeństwo. Jac przylgnął jeszcze bardziej do ziemi i wyciągnąwszy rękę, przygiął głowę Gagi. Dziewczynka leżała przyciśnięta policzkiem do trawy. Ufna w mądrość chłopca, patrzyła na niego znad ziemi spokojnymi oczami. Właśnie za rzędem krzewów ukazały się dwie postacie. Młody mężczyzna wciąż się pochylał i zrywał czerwone kwiaty, wkładając je do jednej ręki. Mówił szeptem i namiętnie do dziewczyny, która biegła o kilka kroków przed nim. Niebieska sukienka tańczyła wokół kolan i fruwały jej włosy, wciąż się śmiała odmownie. Zobaczywszy jednak polankę zarośniętą gęstą trawą, rzuciła się na ziemię, śmiejąc się radośnie. Leżała na wznak z rozrzuconymi ramionami, patrząc w szczęśliwe oczy chłopaka, który się nad nią pochylił, obejmując. Bukiet czerwonych kwiatów porzucił tuż obok jej twarzy, zajęty dziewczyną. W tej chwili zawyła syrena na dachu budynku na wzgórzu. Młody mężczyzna niemal nie zwrócił na to uwagi, lecz dziewczyna go strąciła ramieniem. Usiadł niedbale i wziął do ust łodyżkę kwiatu, gryząc ją, milczał niechętnie. Zerwała się z trawy i odwróciła twarzą w stronę budynku. - Coś się stało! - Ktoś uciekł. Pewnie jeden z tych idiotów - odpowiedział powoli. - Może kilku? - Kto wie? - To potwory! Może gdzieś się tu czają! - Aga, nie bój się - uspokajał ją chłopak. - Nie są groźni. - Moja matka oddała tu dziecko, chłopca. - Dlaczego? - Tuż po narodzeniu stwierdzili deficyty. Powiedzieli, że nieodwracalne. Nawet jej go nie pokazali. - Połowa rodzin z miasteczka pozbyła się wybrakowanego towaru. - Wy też? - Podobno była jakaś dziewczynka - rzekł niechętnie. - Nie mówiła, tylko się śliniła, powtarzając - "Gaga". - Dlaczego tyle ich się rodzi? - Świat jest zatruty. Wszystko - wypluł łodyżkę kwiatu - począwszy od roślin, na naszych mózgach skończywszy. - Jack, chodźmy stąd! - W razie czego, jestem przy tobie - odpowiedział, wstając powoli.