Geniusz i lustro

Z Emma Popik : Oficjalna strona gdanskiej autorki ksiazek SF
Skocz do: nawigacja, szukaj


W wieżowcu instytutu doświadczalnego odbywa się przerażający pojedynek, który toczą ze sobą geniusz i debil. Geniusz chce zniszczyć świat, co może łatwo uczynić: dostanie się do laboratorium i uwolni siły tam zmagazynowane. Czy mu się to uda? Jest tego pewien, wierzy w siłę swojego geniuszu, z łatwością przecież pokonuje kolejne zabezpieczenia i wspina się po piętrach na sam szczyt.

Jego poczynania obserwuje jednak ograniczony umysłowo sprzątacz, również zachwycony swoimi umiejętnościami: potrafi poruszać się windą i zmiatać śmieci. Jest w stanie funkcjonować jedynie dlatego, że wszystkie przedmioty są na tym samym miejscu i wykonuje identyczne jak zawsze czynności, których z takim trudem się wyuczył.

Nagle zauważa inny niż zawsze szczegół: uchylone drzwi. Długo się zastanawia nad tym, co to znaczy i co ma zrobić. A tymczasem geniusz wchodzi na wyższe piętro i jest coraz bliżej zrealizowania swojego nikczemnego celu. Potem Adrian zauważa zmianę w łazience, którą sprząta. Po długim namyśle, tracąc cenne chwile, stwierdza, że musi zatelefonować do swojego pana kierownika. Jego obserwacje dowodzą, że ktoś obcy dostał się do budynku. Ale ktoby słuchał głupiego! Telefonuje do różnych, ważnych służb, w każdej jest zbywany niczym.

Pojedynek trwa. Dowiadujemy się, dlaczego Adrian jest opóźniony w rozwoju: to stało się w dzieciństwie. Chłopiec jadł bardzo dużo, ale dlaczego? Bo wciąż odczuwał głód, więc napychał się ponad miarę. Był to jednak głód, którego nie zaspokoi największa nawet porcja jedzenia: brakowało mu uczuć, szczególnie ze strony ojca, który ich nie miał dla syna, wciąż na niego wrzeszczał i okazywał mu swoją pogardę.

A geniusz? Dlaczego stał się tak nikczemny? I jak się potoczył pojedynek, kto wygrał?

Adrian wspomina, jak reagował ojciec. Przeczytajmy scenę opisującą obiad w tej rodzinie, by zobaczyć, jak bardzo bolesne było zachowanie ojca, jak bezwzględne.

"Nie mam zamiaru zapracowywać się na śmierć na tego żarłoka - mówił ojciec. - Co zarobię, to przeżera. To jakbym utrzymywał ośmioro bachorów". (Adrian)Siedział w kuchni przed dużym stołem, na którym stało osiem foremek po zapiekance z makaronem. Nie chciał wierzyć, że zjadł je wszystkie, przecież nadal czuł w żołądku pustkę, zupełnie jak sercu. I teraz wpatrywał się w roztopiony ser, którego było za mało. Głód dręczący go w dzieciństwie, powrócił. Rzucił się więc na jedzenie. Kiedy skończył, czuł taką samą pustkę w żołądku jak przed przełknięciem pierwszego kęsa. Zobaczył osiem foremek po stole i usłyszał nakazujący głos ojca: "Policz, ile zżarłeś porcji. Licz głośno!" - Jedna - odpowiedział Adrian. "Weź talerz i wrzuć go do wiadra" - nakazał mu ojciec. Adrian wykonał jego rozkaz. - Druga porcja - głośno liczył Adrian, wykonując nakaz ojca. Potem głośno licząc wszystkie, aż do ostatniej, wrzucał je do wiadra. Kiedy to robił, słyszał głośny szloch upokorzonego dziecka. A wtedy ojciec powiedział zdecydowanie: "Nie będę na niego harował!" "Ależ to nasz jedyny syn!" "Oddaj go do zakładu." Jeżeli ojciec odda go do zakładu, będzie jeszcze bardziej głodny, bo nie będzie tam matki. I nie będzie ojca, jedynego na świecie. Kiedy był mały, ojciec podrzucał go do sufitu i łapał w powietrzu. Adrian, spadając, czuł ogromny strach i słyszał głośny śmiech ojca. Bał się, że ręce ojca nie pochwycą go, a on spadnie na podłogę i roztrzaska się na kawałki. Jednak zawsze wpadał bezpiecznie w jego duże i silne ramiona. Chciał w nich pozostać na zawsze. To było najlepsze miejsce na świecie. Ramiona ojca były jedynym ratunkiem przed roztrzaskaniem się na okruchy jak szkło. Toteż czepiał się ojca ze wszystkich sił, choćby go odganiał słowami. Matka przytuliła się do niego, jakby to ona potrzebowała ochrony przed ojcem. "Nie oddam cię nigdy." "Albo on, albo ja." Matka trzymała się jego mocno jak jedynej podpory w jej życiu. Odrywał jej ramiona, obejmujące dziecko. Wyszarpnął go i wyrzucił na korytarz.