Demon zagłady

Z Emma Popik : Oficjalna strona gdanskiej autorki ksiazek SF
Skocz do: nawigacja, szukaj

Nie potrafili przede wszystkim znaleźć żadnej odpowiedzi na najważniejsze pytanie: po co przybył tu, na Dziki Zachód techniki? Trzej wspólnicy zbrodni na zapleczu restauracji bali się, że zostanie im wymierzona sprawiedliwość. Przez zamknięte okno dobiegał swąd spalenizny. - Przybył do nas anioł zagłady - powiedział restaurator. - Tylko on znał sposób przybycia i cel. - Gdzie jest teraz? - zapytał sklepikarz. - I jak się wydostał z płonących ulic? - dodał właściciel komunikacji miejskiej. Na żadne z tych pytań nie było odpowiedzi. Nie zauważyli również jego przyjścia. Nie powitali, zlekceważyli osobę. Więc się mścił. Tak utrzymywali. Przyszedł tu wczesnym popołudniem. Panowała ciepła pogoda. Było cicho i leniwie jak każdym miasteczku, które mijał. W żadnym jednak nie mógł pozostać. Również i to osiedle należało do miejscowości zbudowanych seryjnie. Nawet nie miało nazwy, opatrzono je tylko numerem. Powstało jak każde inne. Przywieziono po prostu spakowane budynki. Wysokie dźwigi spuszczały z góry ściany. Wstawiwszy je precyzyjnie w wykroje fundamentu, od razu zalewały zaprawą. I już krzepła, a w tym momencie nakrywano budowle dachem, który się zaczepiał na brzegach ścian. Wewnątrz domku rozprostowały się podłogi i wysuwały wbudowane meble. Osadnicy, czekający na obrzeżach osiedla, podjeżdżali i zajmowali kolejno wcześniej przydzielone posesje. Wchodzili do nich tylko z walizkami, które i tak zanoszono na strych. Wszystko tu było, zgodnie z tym, co im obiecano. Tyle że wokoło rozciągała się pustynia ze zmielonego na miał i ubitego gruzu ze zburzonych miast. Wyrastały na niej tak samo nudne i jednakowe miasteczka i nie warto było do nich jeździć. Białą szosą wciąż podróżowały transportowce, przywożąc towary. Mieszkańcy mieli wszystko. Konsumowali w ciszy i oddaleniu.

Nikt jednak nie wiedział o istnieniu ich prowincji! Nikt do nich nigdy nie przybywał, oni również nie wyjeżdżali. Nie mieli żadnego kontaktu ze światem. Miasteczko było niby gałąź odrąbana od pnia drzewa. Dlaczego nie mieli połączenia z życiodajnym Centrum, gdzie biło serce światowego biznesu? Gdyby uzyskali połączenie z Centrum, jakież mogliby robić interesy! A co najważniejsze, zaczęliby liczyć się jako ludzie. Dlaczego byli wykluczeni z ludzkiej rodziny? Nie przybył do nich żaden informatyk, który by połączył ich komputery z Centrum. Dlaczego więc sami nie zarejestrowali swoich nazwisk w księdze ludzkości? Oto tajemnica! Najgłębiej skrywana! Czyżby przybycie obcego świadczyło o ujawnieniu ich strasznego sekretu?