Aż się staniemy jako bogowie...

Z Emma Popik : Oficjalna strona gdanskiej autorki ksiazek SF
Skocz do: nawigacja, szukaj
Az sie staniemy jako bogowie - PT.gif

Plik:Az sie staniemy jako bogowie - Emma Popik.pdf

Przegląd Techniczny nr. 9'84 z dnia 26/02/84 r. zamieszcza opowiadanie, które zostało włączone do tomu opowiadań Tylko Ziemia. Zapamiętałam dziwne wydarzenie, związane z wydaniem książki. Mirek Kowalski, który pracował w wydawnictwie "Iskry", redaktor książki, prosił mnie o napisanie zupełnie zwyczajnego opowiadania. Powiedział coś w tej formie: "Proszę napisać ze dwa zwyczajne opowiadania, żebyśmy mogli je zamieścić na początku i na końcu książki". Z dalszej rozmowy wynikało, że moje opowiadania są dziwne i chodziło o to, żeby nie zniechęcić czytelnika i dać mu obraz, do którego jest przyzwyczajony. Miałam napisać opowiadanie takie jak piszą inni, nieodbiegające od zwyczajnej produkcji literackiej. Nie wiem, czy się wywiązałam z tego zadania należycie. Czytam je od nowa teraz, w roku 2012, żeby jak najlepiej przybliżyć je czytelnikom i zauważyłam coś dziwnego. Akcja zaczyna się na statku kosmicznym, lecącym do planety Dolor. Oczywiście, musiałam nadać jej taką złowróżebną nazwę, pochodzącą z greckiej mitologii. Wszyscy możemy korzystać z naszych zasobów. Kosmonauta w rakiecie: "Satł w niszy przy iluminatorze i spoglądał na Dolor obracającą się złowrogo".

Akcja się przenosi na Ziemię: "Dziennikarz się zbudził, otworzył oczy i usiadł". Przyśniło mu się, że spogląda na planetę Dolor przez iluminator w rakiecie. Potem doznania się intensyfikują: "Polizał wargi, były gorzkie i pokryte drobinkami kurzu". I jedną scenę dalej:"To on odczuwał swoimi stopami śliskość posadzki, mimo że te wrażenia odbierał idący korytarzem kosmonauta". Mieliśmy chyba niedawno bardzo modny film, który poruszał tę tematykę. Czyżby motyw dopiero teraz się sprawdzał? Nie jest dobrze, gdy o kilkadziesiąt lat wyprzedza się świadomość swojego czasu, trzeba pisać o tym, o czym wiedzą wszyscy. Obawiam się więc, że nie do końca wywiązałam się z zadania.

Ale ponieważ opowiadanie miało być zupełnie normalne, w następnym akapicie towarzyszymy kosmonautom w wyprawie rekonesansowej na powierzchni planety, która - jak pamiętamy - nosi tak złowróżebne imię: straszna czarna kobieta. "Z rakiety wyszło ich tylko dwóch, czterech zostało wewnątrz pojazdu. Gleba była miękka i porowata, lecz nie uginała się pod stopami kosmonautów". - Jak widzimy, wszystko jest zwyczajne, ale domyślnego czytelnika z pewnością zaintryguje ta miękka i porowata gleba. Wie, że niczego nie piszę ot, tak sobie, a każde określenie jest przemyślane. Odgadnie cel, jakiemu służą te określenia. Tym bardziej, że: "Doszli do miejsca, gdzie było jeszcze wilgotniej i cieplej, a ziemia miała szczególną wilgotność i pulchność. W niewielkim zagłębieniu wypiętrzały się liczne kopczyki z otworem u szczytu. Wydobywały się z nich gejzery par. Puszysta ziemia otulała coś, co poruszało się, pewnie żyło".

Oczywiście powinni pobrać próbki: "Podejrzewali, że naruszyli spokój jakiejś diabelskiej wylęgarni, czuli, że popełnili mord". Czy zostanie im to wybaczone, czy umkną ze złowrogiej planety, wyplątując się ze spódnic czarnej Dolor? Jak czytelnicy widzą, opowiadanie jest zupełnie zwyczajne.