Spełnione życzenia
Cicho tam! - wrzasnęła matka na córkę, nie odwracając się nawet w jej stronę.
Czy ty jej nie stresujesz? - zapytał z niepokojem ojciec. - Może raczej ją od razu przeproś, by nas nie oskarżyła o maltretowanie psychiczne.
Przekupię ją czymś - zbyła go wzruszeniem ramion.
Wciąż stukała kciukami po gazecie, a słowa wyskakiwały z blatu stołu, będącego zakodowaną encyklopedią, i ustawiały się w kratkach krzyżówek.
Czy wiecie, z kim jest w ciąży Giga Mega? - zapytał z kąta ich syn.
Ściągał nowości z wielkiego świata, wpatrując się w okna otwierające się na ścianie. Wyświetliła się właśnie gwiazda pup-cooltry, Giga Mega, otoczona tłumem fotografujących robotów i przesyłających pliki do wszystkich Agencji TransGlobu. Złocista Giga Mega, oblana światłem reflektorów, piękna jak z fotoszopu, ucieleśniała marzenia ludu.
Ty się lepiej interesuj, kto z tobą jest w ciąży! - od okna Kundzia warknęła na brata.
Ze mną nikt - odpowiedział chłopak. - A Giga Mega będzie miała małego Pikusia.
Peekhoos! - jęknęła Kundzia po angielsku. - Dałabym mu wszystko!
Jak Kaziowi! - zdradził siostrę chłopak.
Dzieci - zmitygowała ich matka - ojciec ma problem życiowy, a wy nie okazujecie mu współczucia.
Sam tego chciał - mruknęła Kundzia.
Właśnie, chciał czegoś - powiedział syn. - Ja go popieram.
Ale po co się w to pakował! - warczała Kundzia, jakby była zła na samą siebie.
Dla was - rzekł ojciec.
Przecież my wszystko mamy - rzekła Kundzia, zdziwiona, odwracając się do ojca. - Nic nie musimy robić.
Kiedy tylko odwróciła się plecami do szyby okiennej i przestała patrzeć, film się skasował, a dziewczyna dotknęła językiem plombkoma. Stała chwilę, trzymając język wepchnięty w policzek.
O to chodzi - odparował jej brat. - Kładę nacisk na słowa "nic" i "robić".
Przecież mamy raj! - Kundzia przemówiła, gdy film się zapisał i znów mogła poruszać językiem. - Dostajemy wszystko, czego chcemy, a nawet więcej, z Działu Opieki dla Bezużytecznych. Dają nowe syntetyki do sprawdzenia na szkodliwość, to mam modne ciuchy, no nie? Zawsze ostatnie modele aparatronów na nas testują, to też szpan. No to co jest? Czego wam brak?
Mam pomysł! - Matka zastukała szybciej kostkami po blacie. - Usiądziemy przy kawie jak zgodna rodzina i się naradzimy. Idź Jasiu po wodę do pralni.
Pralnią tradycyjnie nazywano pomieszczenie w podziemiach, gdzie podobno kiedyś mieściły się pralnie dla mieszkańców. Tego wszakże nikt nie pamiętał. Rzeczy nie prano, kogóż byłoby stać na takie marnotrawstwo. Woda była droga i reglamentowana, szczególnie dla DeoB.
I weź ten duży termos - zawołała matka do wychodzącego już chłopca.
Ale on ma pojemność jeden litr - Jasio spojrzał na nią zdziwionym wzrokiem, odwracając się ku niej - to jest o jedną dziesiątą więcej, niż nam wolno zużyć jednorazowo.
Czy ty jej nie stresujesz? - zapytał z niepokojem ojciec. - Może raczej ją od razu przeproś, by nas nie oskarżyła o maltretowanie psychiczne.
Przekupię ją czymś - zbyła go wzruszeniem ramion.
Wciąż stukała kciukami po gazecie, a słowa wyskakiwały z blatu stołu, będącego zakodowaną encyklopedią, i ustawiały się w kratkach krzyżówek.
Czy wiecie, z kim jest w ciąży Giga Mega? - zapytał z kąta ich syn.
Ściągał nowości z wielkiego świata, wpatrując się w okna otwierające się na ścianie. Wyświetliła się właśnie gwiazda pup-cooltry, Giga Mega, otoczona tłumem fotografujących robotów i przesyłających pliki do wszystkich Agencji TransGlobu. Złocista Giga Mega, oblana światłem reflektorów, piękna jak z fotoszopu, ucieleśniała marzenia ludu.
Ty się lepiej interesuj, kto z tobą jest w ciąży! - od okna Kundzia warknęła na brata.
Ze mną nikt - odpowiedział chłopak. - A Giga Mega będzie miała małego Pikusia.
Peekhoos! - jęknęła Kundzia po angielsku. - Dałabym mu wszystko!
Jak Kaziowi! - zdradził siostrę chłopak.
Dzieci - zmitygowała ich matka - ojciec ma problem życiowy, a wy nie okazujecie mu współczucia.
Sam tego chciał - mruknęła Kundzia.
Właśnie, chciał czegoś - powiedział syn. - Ja go popieram.
Ale po co się w to pakował! - warczała Kundzia, jakby była zła na samą siebie.
Dla was - rzekł ojciec.
Przecież my wszystko mamy - rzekła Kundzia, zdziwiona, odwracając się do ojca. - Nic nie musimy robić.
Kiedy tylko odwróciła się plecami do szyby okiennej i przestała patrzeć, film się skasował, a dziewczyna dotknęła językiem plombkoma. Stała chwilę, trzymając język wepchnięty w policzek.
O to chodzi - odparował jej brat. - Kładę nacisk na słowa "nic" i "robić".
Przecież mamy raj! - Kundzia przemówiła, gdy film się zapisał i znów mogła poruszać językiem. - Dostajemy wszystko, czego chcemy, a nawet więcej, z Działu Opieki dla Bezużytecznych. Dają nowe syntetyki do sprawdzenia na szkodliwość, to mam modne ciuchy, no nie? Zawsze ostatnie modele aparatronów na nas testują, to też szpan. No to co jest? Czego wam brak?
Mam pomysł! - Matka zastukała szybciej kostkami po blacie. - Usiądziemy przy kawie jak zgodna rodzina i się naradzimy. Idź Jasiu po wodę do pralni.
Pralnią tradycyjnie nazywano pomieszczenie w podziemiach, gdzie podobno kiedyś mieściły się pralnie dla mieszkańców. Tego wszakże nikt nie pamiętał. Rzeczy nie prano, kogóż byłoby stać na takie marnotrawstwo. Woda była droga i reglamentowana, szczególnie dla DeoB.
I weź ten duży termos - zawołała matka do wychodzącego już chłopca.
Ale on ma pojemność jeden litr - Jasio spojrzał na nią zdziwionym wzrokiem, odwracając się ku niej - to jest o jedną dziesiątą więcej, niż nam wolno zużyć jednorazowo.
Last Updated ( Wednesday, 01 September 2010 09:02 )


