Geniusz i lustro
"Nie mam zamiaru zapracowywać się na śmierć na tego żarłoka" - mówił ojciec. "Co zarobię, to przeżera. To jakbym utrzymywał ośmioro bachorów."
Siedział w kuchni przed dużym stołem, na którym stało osiem foremek po zapiekance z makaronem. Nie chciał wierzyć, że zjadł je wszystkie, przecież nadal czuł w żołądku pustkę, zupełnie jak sercu.
I teraz wpatrywał się w roztopiony ser, którego było za mało. Głód dręczący go w dzieciństwie, powrócił. Rzucił się więc na jedzenie. Kiedy skończył, czuł taką samą pustkę w żołądku jak przed przełknięciem pierwszego kęsa.
Zobaczył osiem foremek po stole i usłyszał nakazujący głos ojca: "Policz, ile zżarłeś porcji. Licz głośno!"
- Jedna - odpowiedział Adrian.
"Weź talerz i wrzuć go do wiadra", nakazał mu ojciec. Adrian wykonał jego rozkaz.
- Druga porcja - głośno liczył Adrian, wykonując nakaz ojca. Potem głośno licząc wszystkie, aż do ostatniej, wrzucał je do wiadra. Kiedy to robił, słyszał głośny szloch upokorzonego dziecka.
A wtedy ojciec powiedział zdecydowanie "Nie będę na niego harował!"
"Ależ to nasz jedyny syn!"
"Oddaj go do zakładu."
Jeżeli ojciec odda go do zakładu, będzie jeszcze bardziej głodny, bo nie będzie tam matki. I nie będzie ojca, jedynego na świecie.
Kiedy był mały, ojciec podrzucał go do sufitu i łapał w powietrzu. Adrian spadając, czuł ogromny strach i słyszał głośny śmiech ojca. Bał się, że ręce ojca nie pochwycą go, a on spadnie na podłogę i roztrzaska się na kawałki. Jednak zawsze wpadał bezpiecznie w jego duże i silne ramiona. Chciał w nich pozostać na zawsze. To było najlepsze miejsce na świecie. Ramiona ojca były jedynym ratunkiem przed roztrzaskaniem się na okruchy jak szkło. Toteż czepiał się ojca ze wszystkich sił, choćby go odganiał słowami.
Matka przytuliła się do niego, jakby to ona potrzebowała ochrony przed ojcem.
"Nie oddam cię nigdy."
"Albo on, albo ja."
Matka trzymała się jego mocno jak jedynej podpory w jej życiu. Odrywał jej ramiona, obejmujące dziecko. Wyszarpnął go i wyrzucił na korytarz.
Siedział w kuchni przed dużym stołem, na którym stało osiem foremek po zapiekance z makaronem. Nie chciał wierzyć, że zjadł je wszystkie, przecież nadal czuł w żołądku pustkę, zupełnie jak sercu.
I teraz wpatrywał się w roztopiony ser, którego było za mało. Głód dręczący go w dzieciństwie, powrócił. Rzucił się więc na jedzenie. Kiedy skończył, czuł taką samą pustkę w żołądku jak przed przełknięciem pierwszego kęsa.
Zobaczył osiem foremek po stole i usłyszał nakazujący głos ojca: "Policz, ile zżarłeś porcji. Licz głośno!"
- Jedna - odpowiedział Adrian.
"Weź talerz i wrzuć go do wiadra", nakazał mu ojciec. Adrian wykonał jego rozkaz.
- Druga porcja - głośno liczył Adrian, wykonując nakaz ojca. Potem głośno licząc wszystkie, aż do ostatniej, wrzucał je do wiadra. Kiedy to robił, słyszał głośny szloch upokorzonego dziecka.
A wtedy ojciec powiedział zdecydowanie "Nie będę na niego harował!"
"Ależ to nasz jedyny syn!"
"Oddaj go do zakładu."
Jeżeli ojciec odda go do zakładu, będzie jeszcze bardziej głodny, bo nie będzie tam matki. I nie będzie ojca, jedynego na świecie.
Kiedy był mały, ojciec podrzucał go do sufitu i łapał w powietrzu. Adrian spadając, czuł ogromny strach i słyszał głośny śmiech ojca. Bał się, że ręce ojca nie pochwycą go, a on spadnie na podłogę i roztrzaska się na kawałki. Jednak zawsze wpadał bezpiecznie w jego duże i silne ramiona. Chciał w nich pozostać na zawsze. To było najlepsze miejsce na świecie. Ramiona ojca były jedynym ratunkiem przed roztrzaskaniem się na okruchy jak szkło. Toteż czepiał się ojca ze wszystkich sił, choćby go odganiał słowami.
Matka przytuliła się do niego, jakby to ona potrzebowała ochrony przed ojcem.
"Nie oddam cię nigdy."
"Albo on, albo ja."
Matka trzymała się jego mocno jak jedynej podpory w jej życiu. Odrywał jej ramiona, obejmujące dziecko. Wyszarpnął go i wyrzucił na korytarz.
Last Updated ( Wednesday, 01 September 2010 08:28 )


