Książka ta ukazuje odmienny sposób postrzegania dziejów, a potem historii, ukazując je jako program zapisany na dysku, będącym ludzkim mózgiem, materiałem trwałym i niezawodnym, zapewniającym nieskończoną multiplikację i praktycznie niezniszczalnym, dane zostały wprowadzone przez tak zwanych bogów, będących inżynierami z kosmosu. Tak ujęta historia człowieka, będąca dziejami ludzkiego mózgu, wykazuje sekwencyjność, wewnętrzną logikę oraz sens. Zjawiska nie zachodzą na skutek ślepego przypadku ani też naturalnie, samoistnie i same z siebie, lecz są kierowane - ku czemu? Na to odpowiada książka.
Pisałam ją w przekonaniu, że pomoże uczynić krok ku wolności ludzkiego umysłu, jako że dawne ciemne siły ukazałam jako zjawiska, które rozum ludzki może wyjaśnić i podjąć dialog z umysłem kosmosu jak z równym partnerem
 
Przedstawiam wybrane fragmenty książki
 

ROZDZIAŁ XIV

Powtórne stworzenie człowieka

Zgodnie z zapisem w Biblii człowieka stworzono dwukrotnie: po raz pierwszy w piątym dniu stworzenia, kiedy to wyprodukowano mężczyznę i kobietę, lecz pozbawionych cech i bezimiennych, i po raz wtóry Adama.
Jakie były istoty stworzone w piątym dniu kreacji? Ich opis znajdujemy w mitach. Rzadko czyni się próby odszukania sensu w mitycznych opowieściach, gdyż przez dwa tysiące lat uznawano je za baśnie i lekceważono, a Kościół celowo je dyskredytował, aby przez zestawienie z Biblią wydobyć jej nadzwyczajną i poważną rolę oraz historii świętych. Historyków greckich zapisujących mity uznaje się pod tym względem za osoby zgoła słabe na umyśle, przyjmując jednocześnie inne ich twierdzenia za szacowny fundament wiedzy o tamtych czasach. Informacje traktuje się wybiórczo, pasujące do przyjętego sposobu myślenia i teorii, uznaje za rzetelne, a niezgodne z nim zaopatruje etykietki, typu: fantazja, metafora, wyraz wierzeń.
Zgodnie z nawykami logicznego myślenia Grecy uporządkowali cechy wcześniej żyjących ludzi, ujmując je w pięć wieków. Pierwszy - złoty, drugi - srebrny, trzeci - brązowy, czwarty - również brązowy, piąty (obecny - czyli starogrecki ) - żelazny.
Wydzielone odcinki traktuje się w sposób uproszczony, jako epoki cywilizacyjne i kulturowe, a często dosłownie, uznając na przykład brąz za okres przewagi przedmiotów z niego wykonanych, w odróżnieniu od kamienia łupanego. Żelazo miało odmienne znaczenie niż obecna epoka żelaza. Złoto również, będąc kwantyfikatorem, używanym dla oceny jakości. W innych określeniach nie doszukano się żadnego sensu.
Nie istniała epoka złotych wyrobów, nie pijano powszechnie ze złotych pucharów ani nie pokrywano podłóg złotymi kobiercami, toteż uznano je za wyraz tęsknot za życiem szczęśliwym. Hezjod, historyk zapisujący mity, postrzegał jako beztroską egzystencję ludzi w epoce złotej: Zachowywali się jak dzieci i nie bali się śmierci. Życie było snem. Jadali tylko owoce i miód.
Epoka złota była erą bogów. W mowie funkcjonuje wiele określeń związanych ze złotem, choćby szczery (porządny) jak złoto. Ma wielką wartość oraz piękny wygląd. Błyszczy, nadając blasku wszystkiemu wokoło. Złote rzeczy i przymioty to wartościowe, szlachetne i piękne. Metalowi przyznano wielką wartość ze względu na umowę i tradycję. Jest tak miękki, że potrzebuje domieszek, przedmioty z niego wykonane są słabe, mimo to nadano mu cudowną wartość. Widocznie bogom złoto było bardzo potrzebne w tak dużych ilościach, że obserwujący ich ludzie wyrobili w umysłach trwałe połączenie: bogowie - złoto.
Istnieje wiele mitów, wyjaśniających używanie złota przez bogów. Niezwykle piękny i wymowny wydaje się mit celtycki. Żeglarze przybyli na wyspy szczęśliwe, a na jednej z nich był skarbiec, tak przynajmniej sądzili, gdyż znajdowały się w nim złote obręcze, uznane przez nich za pierścienie. Nie należy wyobrażać sobie pierścionków z oczkiem z kamienia szlachetnego, lecz raczej pierścienie stosowane w urządzeniach lub maszynach. Rzekomego "skarbca" pilnował kot. Słysząc monotonne mruczenie, tak sądzili, gdyż wówczas na świecie jedynymi mruczącymi "rzeczami" były te zwierzęta. Jeden z żeglarzy sięgnął ręką po pierścień, a wtedy kot "rzucił się" na niego i spalił na popiół. Nic dziwnego, skoro dotknął bezpośrednio urządzenia elektrycznego pod napięciem, tak wielkim, że wydawało monotonnie "mruczenie".
 Bogowie szczodrze używali złota do urządzeń elektrycznych, obecnie pozłaca się styki oszczędnie. Złoto nie podlega utlenianiu, więc urządzenia przewodzą prąd elektryczny, nawet po długim czasie używania. Utlenianie powierzchni powoduje powstanie cienkiej warstwy tlenku, wpływającej na zwiększenie oporu elektrycznego, co zmienia parametry urządzenia, jak wzrost temperatury i zwiększenie poboru mocy, i w sytuacji ekstremalnej kończy się spaleniem urządzenia.
W micie z kręgu północnego złoto również łączy się z bogami:
Na łąkach grali w kości ze szczerego złota
Bogowie, puchary z miodami były złote,
I trawa.
Gra w kości była popularną i upragnioną rozrywką, oznaczającą zawsze wolny czas, a więc "złote" leniuchowanie, na które rzadko można było sobie pozwolić. Złoto jest użyte metaforycznie, kojarząc się ze szczęściem, będącym rzadkim okresem wypoczynku i beztroski.
Inny mit mówi, że żeglarze przybyli na wyspy szczęśliwe i stanęli przed miastem bogów. Przez ukazującą się co pewien interwał "bramę" zobaczyli dziedziniec miasta. Wszystko było złote i srebrne, dziedziniec i "zagrody". Wobec braku ogólnych określeń, jak gmach, budowla, użyto szczegółowego "zagroda" .
Bogowie przechadzali się beztrosko z pucharami w dłoniach. Żeglarze byli pewni, że przybysze z nieba pili miody, gdyż biedacy nie wyobrażali sobie większego szczęścia, jak wolne popołudnie, a nawet cały dzień, możliwość swobodnego przechadzania się, oznaczająca brak trosk, oraz trzymanie w ręku drogocennego pucharu z niemniej cudownym i rzadkim napojem. Wizję szczęścia i bogactwa w swoim rozumieniu rzutowali na to, co widzieli.
Gdyby stanęli na posadzce współczesnego laboratorium, uznaliby ją za srebrną, a laborantki z menzurkami w ręku za boginie z pucharami z kryształu a zapracowani uczeni, wpatrujący się w ekrany, zostaliby uznani za leniuchujących bogów. Komputery stałyby się złotym taberankulum, przez które przemawia sam Bóg. Gdyby trafili na okres przedświąteczny z plastykową choinką, udekorowaną łańcuchami z celofanu, mity o bogactwie bogów przetrwałyby następne tysiąclecia.
Złota używano do konstrukcji automatów, pojawiających się w wielkiej liczbie. Straszliwy potwór greckiej mitologii Gorgona unosi się w powietrzu na złotych skrzydłach. Złote służebnice wykuwa uzdolniony bóg Hefajstos, tworząc automaty. Przybywały na wezwanie, reagując na bodziec akustyczny. Skonstruował również złoty tron - pułapkę dla swej matki Hery. Perseusz posiadał złote sandały, umożliwiające mu szybkie przemieszczanie się. Był to aparat do latania, uznany za boski atrybut, "działający" na zasadzie magii.
Współczesne raporty wielokrotnie wspominając o butach kosmitów i złotych "ozdobach". Bogowie używali aparatury osobistej do latania, toteż często złote fragmenty urządzenia były widoczne na skafandrze. Świadczy o tym wiele współczesnych raportów. "Wyjrzawszy przez okno, zobaczyłem mężczyznę w czarnym skafandrze ze złotymi kołami. Sądząc, że to samobójca, stojący na gzymsie, sięgnąłem ręką po słuchawkę telefoniczną w celu zawiadomienia dyrekcji hotelu i w tym momencie zauważyłem, że pod nogami tamtego jest tylko powietrze".
 "Przemieszczał się tak szybko, że nie widziałem momentu poruszania nogami, potem ze zdziwieniem spostrzegłem, że trzyma je w rozkroku. Miał złote buty i olbrzymie, okrągłe oczy. Może nosił gogle w złotych oprawkach. Zaciekawiły mnie złote epolety, na pewno był oficerem". Obecnie rzutuje się nasze wyobrażenia pod postacią nazewnictwa, jak gogle, epolety na wytwory nieznanej techniki kosmicznej. Skojarzenie epolety - oficer powstało jak u starożytnych na ich poziomie kojarzenia. Nadal nie rozumiemy istoty rzeczy, jedynie oglądamy zewnętrzność.
Bardzo wiele jest przypadków spotkań z postaciami latającymi lub stojącymi w powietrzu na wysokości wielu pięter. Częstokroć świadkowie mają okazję obejrzeć charakterystyczne postawy, jak nogi w rozkroku, efekty działania elektryczności, jak włosy stojące na głowie, czy szczególne przedmioty: "plecaki" lub garby czy wybrzuszenia na plecach oraz bardzo często pasy czy "epolety", ukrywające elementy osobistej aparatury do latania. Różne reakcje, od zdziwienia aż po śmiech z powodu dziwnej postawy, świadczą o naszym braku zrozumienia sposobu działania urządzenia i związanych z nim efektów, sił odpychających lub przyciągając, które wpływają na przyjmowanie określonej postawy przez ufonautę.
Świecących skafandrów kosmicznych nie uznajemy za złote, używając nazw nowopowstałych: "Odzież była zrobiona z tkaniny, przypominającej skafander płetwonurka. Lśniły na nim perłowe refleksy". "Wydawał się być pokryty blachą, błyszczał jak rtęć". "Skafander został zrobiony z tkaniny wyglądającej jak folia metalowa. Był bardzo delikatny, nigdy nic takiego nie widziałam. Pozwolił mi go dotknąć, na przegubach, kostkach i w pasie tkanina była nieco grubsza". Określenia bywają jeszcze dokładniejsze, co wskazuje na techniczne wykształcenie świadka: "błyszczał jak lampa katodowa". Wszystkie te opisy dowodzą istnienia błyszczących lub lśniących elementów, bądź "tkanin", z których była sporządzona odzież kosmitów, uzasadniająca postrzeganie jej jako złotej przez naszych mitycznych przodków. Słowo "tkanina", używane przez nas będzie tak samo zabawne za kilka tysięcy lat, jak dla nas "zagroda" dla określenia budowli bogów.
Ludzie imitowali bogów, nakładając sobie obręcze na szyje, na przeguby rąk i nawet na palce. Pokrywali je wzorami i znakami, nie rozumiejąc. Nadal używamy złotych ozdób, nie znając pierwotnej przyczyny tego pomysłu. Dla obserwujących nas bogów jesteśmy w złotych łańcuszkach i pierścionkach równie zabawni jak dla nas dzicy, nakładający sobie na szyje ciężkie obręcze, imitujące złącza skafandrów, lub rozciągających wargi deszczułkami, naśladującymi aparaturę do oddychania, o czym nie wiedzą. Czy bogowie szanują taką kulturę, widząc mechanizm powstania tego połączenia umysłowego?
Mit północny mówi o krainie boga całej ze złota i nazwanej Glitnir, co kojarzy się z angielskim słowem lśnić. Kiedyś na bursztyn mówiono glez, zwierający podobny źródłosłów - gl. Pozostał w nazwach, jak Leźno. Złoty dom boga wsparty jest na wysokich kolumnach, również wykonanych z tego metalu. Przed wieloma tysiącami lat nie było na kulturowej Północy budowli o bardzo wysokich, złotych słupach. Wiele współczesnych raportów donosi o pojazdach kosmicznych, stojących na złotych nogach lub wspornikach.
(rysunek UFO na kolumnach)
Ludzie od tysięcy lat postrzegali bogów jako złote istoty, odlewając ich posągi z tego metalu, by ich jak najdokładniej ich ukazać. Dopiero złoty posąg każdego boga w jakiejkolwiek z kultur zostaje uznany za prawdziwy. Czyniono to z naśladownictwa, bogów ukazywano takimi, jacy istotnie byli, później zamieniono to w kulturę. Złoto przez bogów uznane za cenne, takie stało się dla ludzi. Szczególnie wielką wagę przykłada się do złotych posągów Buddy.
Przedstawia się go jako osobę z wyjątkowo długimi uszami, sięgającymi niemal ramion, choć ludzie mu towarzyszący mają organ słuchu o normalnych rozmiarach.
Istnieje stary chiński mit o osiemnastu nieśmiertelnych, pochodzących z nieba i odznaczających się boskimi, czy raczej paranormalnymi cechami, dokładnie kopiującymi parametry współczesnych ufonautów, a więc unoszenie się w powietrzu, odgadywanie myśli, nazwane przez współczesnego świadka skanowaniem mózgu. Wiele opisów ufonautów kładzie nacisk na uszy, częstokroć wystające znacznie ponad głowę lub w innym sposób rozmiarami lub kształtami odróżniającymi się od normalnych i ludzkich. Porównania bywają demoniczne. Budda jak i wielu innych pierwszych kapłanów, wywodzących swe pochodzenie wprost od bogów, istotnie wywodził się z nieśmiertelnych i odziedziczył ich umiejętności paranormalne. Przedstawianie go jako złotego boga miało głębokie uzasadnienie w umysłach ludzi, będąc samorzutnym i oczywistym. I tak pozostało, lecz już bez uzasadnień.
Beztroska przeszłość była okresem uczt. Kiedy te mity opowiadano, życie w skalistej Grecji było ciężkie, dieta prosta i uboga, stąd opisy uczt bogów, będące przedmiotem pożądania. Ucztowanie w paradnych salach, świadczyło o bogactwie i pozycji, wszak nie każdego było stać na uginające się stoły. Na dworach władców konsumowano "miody". Wszystkie rzadkie napitki wpierw nazywano "miodami", jak później - "wódkami", nawet perfumy i lekarstwa. Potem słowo stało się metaforą, choćby jako "miód poezji". Z tego powodu przypisano jego spożywanie nawet ludziom zwykłym, lecz za to w wieku złotym. Myślimy podobnie, podziwiając klasyczną Grecję, będącą dla współczesnych epoką "żelaza" niskiej jakości.
W epoce złotej żyli ludzie - dzieci. Takim słowem określano ich świadomość. Było to trafne określenie. Stan dzieciństwa jest traktowany stereotypowo, z zastarzałymi uprzedzeniami, odgradzającymi nas od prawdy. Dzieci nie rozumieją śmierci, podobnie jak ludzie Dnia Piątego nie mają w umyśle tego pojęcia. Nie rozumiejąc odejścia na zawsze, czekają na powrót zmarłego, wierząc, że przyjdzie jutro, co jest nieokreślonym odcinkiem czasu. Dorośli są bezradni, usiłując wytłumaczyć te pojęcia.
Dzieci nie rozumieją stanów, nie odróżniając żywych od nieożywionych. Nieożywione cieszy się, płacze, mówi, ma znaczenie równe żywemu. Aby odróżnić żywe, należy wytworzyć pojęcie stanu śmierci. Człowiek pierwotny identycznie nie dostrzegając różnicy stanów, widział tylko jeden.
Brakowało również pojęć moralnych, choć uznajemy je za wynikające z natury. Tymczasem fakty mają inną wymowę. W 1929 r. znaleziono w Indiach dziewczynki bliźniaczki, wychowane przez zwierzęta. Nie umiały mówić, tylko wyły, i chodziły na czterech kończynach. Te nieszczęsne istoty wzięto do domu opieki, lecz nigdy nie nauczyły się ludzkich zachowań. Interesowało ich wyłącznie jedno: wyrwać innemu pożywienie. Kiedy jedna z dziewczynek umarła w wyniku choroby, druga szukała jej bardzo długo, latami czekając na nią na miejscu wspólnych spotkań. Nigdy nie zrozumiała pojęcia śmierć i odejście na zawsze. Zasady moralne dla nich nie istniały, nigdy nie nauczyły się żadnej, one nie są instynktowne.
Należy więc zapytać, kto uczył pojęć pierwszych ludzi? Rolę tę spełniali bogowie, nadzorując i ulepszając, a także niszcząc. O gromach bogów, zabijających ludzi, mówią nie tylko legendy hinduskie, greckie i skandynawskie, ale i Biblia, wciąż przypominająca karzącą rękę Pana, ścierającą ludzi z powierzchni Ziemi za zapominanie zasad moralnych, uznając je za fundamentalne dla ludzkich istot.
Wiele pierwotnych plemion, istniejących jeszcze w naszych czasach mówi o nauczających ich kiedyś bogach. Inne, pozostawione bez dozoru, stoczyły się na powrót w stan prymitywny, o czym donoszą uczeni, spotykający dzikich, którzy zapomnieli nawet umiejętności krzesania ognia. Dobrą ilustrację stanowi plemię Dogonów, posiadające od bogów wiedzę astronomiczną, powtarzaną bez rozumienia jej. Zatrzymali się na pierwotnym stanie rozwoju, bez pomocy nie czyniąc kroku do przodu.
Jak porozumieć się z ludźmi o umysłowości siedmiolatka i opowiedzieć o powstaniu świata i ruchach kontynentów, jak wytłumaczyć działanie "grzmiącego kija" w ręku boga, oraz produkowania istot biologicznych z atomów, aminokwasów lewoskrętnych oraz molekuł? Powstała pilna potrzeba dokonania korekt.
Należało zainicjowali przemiany świadomości, ludzie Dnia Piątego mieli jej rodzaj odmienny od współczesnego. Istnieją mity, dowodzące o znacznym stopniu rozumienia przemian świadomości. Według starego mitu indiańskiego ludzie byli kamieniami, leżącymi na brzegu morza. Eskimosi twierdzą, że ludzie powstali z zamarzniętych fok, bóg je ożywił. Świadomość tych ludzi nie wyodrębniła się z przyrody, będąc materią, nie różniącą się niczym od innych przedmiotów, takich jak skały czy pagórki. Nic o sobie nie wiedzieli, nie rozumieli, że istnieją.
Na północy Francji w Karnaku pozostał zadziwiający artefakt dowodzący istnienia stanu jednolitej świadomości. Jest zbiór olbrzymich głazów, ustawionych rzędami. Ich pochodzenie jest tajemnicze, datowanie nieznane i sprzeczne. Mówią o nich legendy, wspominając niezrozumiałe rytuały. Fantaści usiłują określić płynącą z nich energię, twierdząc, że przodkowie ją odczuwali. Nikt im nie wierzy, toteż tworzy się teorie mniej lub więcej naukowe. Miejscowi mówią krótko: "To nasz bóg". Tak właśnie jest. I to nie ma nic wspólnego z bałwochwalstwem, jak chcielibyśmy sądzić.

Rozdział XV

Bóg umierający na drzewie


Bóg Odyn powiesił się na drzewie, rosnącym zgodnie z mitem Północy pośrodku doliny. Był to okazały jesion, ożywiający okolicę sokami i napełniający ją radością, z jego korzeni płynęła wielka wiedza. Drzewo pełniło identyczną rolę do jabłoni w ogrodzie edeńskim, jest symbolem świadomości, wokół niej obraca się świat. Postrzegamy to, co się naokoło drzewa znajduje. Ludzka świadomość, ukazana symbolicznie poprzez drzewo jest centrum świata. On istnieje tylko dlatego, że to centrum jest, od niego zależy całkowicie, ono go stwarza.
Śmierć każdego boga ma symboliczne znaczenie. Kiedy kona bóg, następuje koniec pewnego rodzaju świadomości. Umiera dawna epoka, czyniąc miejsce na powstanie nowej, o innej jakości. Jej atrybuty  wyrażają się imieniem boga. W tym wypadku był to OD, który zginął.
 Bóg Odyn umierał według wzoru, powtórzonego prawie bez zmian później przez kolejnego boga, dokonując samoofiary. Bóg musi umierać dobrowolnie. Śmierć boga, powtarzająca się co pewien interwał czasu, odbywająca się w podobnej scenerii i przy użyciu identycznych niemal narzędzi, jest regułą wymagającą zrozumienia, porządkiem dziejów, wyrażającym się w przemianach epok.
Przed śmiercią Odyn zaczyna swoje przejmujące wyznanie od najważniejszego słowa: Wiem.
I dalej: Wisiałem na drzewie wśród wichrów
Całe dziewięć nocy,
Włócznią zraniony
Na tym drzewie, którego wiedza ogromna
Z korzeni płynie.
Bohaterem tego niezwykłego wydarzenia jest bóg, odznaczający się pewną gwałtownością oraz niepokojem, bijącym z monologu, wygłaszanego podczas dramatycznej sceny, rozgrywającej się na tle szalejącej i współgrającej z wydarzeniami pogody. Zranionego włócznią i obracającego się na gałęzi w rytm dzikich porywów wichru, omija czas, tworząc magiczną miarę, wyrażoną trójką czy trójcą, tym razem powtórzoną trzy razy po trzy, czyli dziewięć. W tej niezwykłej scenie pośrodku świata i mitu nic nie zostało uczynione przypadkiem. Bóg musiał umrzeć przez powieszenie, żaden inny rodzaj śmierci nie wchodził w rachubę.
 Rankiem dnia dziesiątego już był nieżywy, a świat wyglądał inaczej. Aż do następnej epoki nie zmienią się akcesoria używane podczas zabijania: drzewo jako narzędzie, potem zamienione na słup z poprzeczką, włócznia przebijająca bok, lecz nie będąca przyczyną śmierci, niesamowita magia boskości w tle. Nie zmienione pozostaną symbole, jak magiczna trójka, oraz uzasadnienie śmierci, czyli konieczność dokonania ofiary. Powtarza się również motyw, a więc dokonanie czynu dla wszystkich ludzi.
Jesion jest nazwany drzewem oddzielenia oraz konieczności, co oznacza cechy czynu. Poprzez śmierć boga dokonał się proces oddzielenia, czyli rozpołowienia się świadomości. Od tego momentu świat podzielił się na dwie krainy: jedną zamieszkiwali ludzie, gdyż była to dziedzina rzeczy przynależących człowiekowi - drugą zajęli bogowie, zawsze odpowiadający za cechy wewnętrzne: duchowe, psychiczne i intelektualne. Wydzielił się świat ducha. Procesu nie należy rozumieć jako jednorazowego aktu w momencie śmierci Odyna, epoka miała trwać określony czas.
Powstały dwa obszary, ilustrujące dwa sposoby poznawania rzeczywistości, chociaż nie została nakreślona rzeczywista linia. Na ziemi nie obrysowano dwóch pól ani też nie wzniesiono muru, oddzielającego ludzi od bogów, mimo że niektóre kultury sytuowały boskie zagrody i pałace na terytorium, mieszczącym się w płaszczyźnie poziomej, inne natomiast w pionie, wznosząc je na szczyty gór i okrywając chmurami, jak na Olimpie, będącym nadal boską dziedziną.
Sposób bycia  ludzi w rzeczywistości, nazwany bogiem, określa imię boga. W tym słowie znaczące są dwie głoski: OD. Pojęcie OD odeszło w niepamięć wraz z pierwszymi ludźmi, lecz po tysiącach lat ponownie go użyto. Termin ten zastosował w XIX w. uczony niemiecki K. Reichenbach, wynalazca kreozotu, zajmujący się naukowo badaniami nad spirytyzmem. Wykonawszy wiele niezmiernie ciekawych doświadczeń, starał się wykazać, że każde ciało fizyczne jest nabite fluidem, podlegającemu między innymi wpływowi ciepła, światła i elektryczności. Zdaniem Reichenbacha fluid ten ma odgrywać wybitną rolę w zjawiskach spirytystycznych. Nazwał go OD.
Tego rodzaju eksperymenty świadczą o rozpoczynaniu się epoki Wodnika, charakteryzującej się naukowym uzasadnieniem zjawisk, opisywanych jako duchowe, czy nadzmysłowe. Oznaczają osiągnięcie celów epoki Ryb, a więc jej koniec. Przywołanie na powierzchnię świadomości terminu OD wynika z konieczności ponownego zajęcia się nim.
W XIX w. nikt nie umiał wyjaśnić, w jaki sposób fale elektryczne przenoszą się na duże odległości. Wiemy, że niezbędne jest istnienie ośrodka rozchodzenia się. Początkowo uważano go za powietrze lub wodę, ale gdy odkryto rozchodzenie się fal w próżni, uczeni wymyślili nowy termin. Stwierdzili, że wszystko przenika będący wszędzie eter i to dzięki niemu fale przemieszczają się Nie chodzi tu o fizyczny gaz nazwany również eterem. To stwierdzenie zachowało się w powiedzeniu: "Nadajemy na falach eteru".
 Termin OD lub eter stosowano do lat trzydziestych naszego stulecia, kiedy to został zastąpiony innymi, jak energia psychotroniczna, bioenergia czy bioplazma. Energia ta jest przenikającą wszystko emanacją przyrody, generowaną przez ludzi, zwierzęta, rośliny, magnesy i metale oraz kryształy. Jak widzimy, ODEM przeniknięta jest zarówno przyroda ożywiona, jak i nieożywiona. Ludzie, których nazwano sensytywnymi, potrafią tę energię postrzegać. Umożliwia zjawiska nadzmysłowe, czyli paranormalne.
Obecnie ludzie nie postrzegają ODU w swej codzienności. Tylko niektóre osoby potrafią go zobaczyć w specjalnych warunkach i niewielka liczba umie zastosować do dość ograniczonych umiejętności. Postrzeganie ODU jest pozarozumowe. Odczuwanie i postrzeganie są uproszczeniami, kojarzącymi się ze zmysłami, wzrokiem i słuchem, z czym OD nie ma nic wspólnego. Po prostu wie się, że coś nastąpi, rozumie się zjawiska. Każdy doświadczający sił paranormalnych zdaje sobie sprawę z niemożności znalezienia odpowiednich terminów dla określenia sposobu absorbcji, generowania czy używania energii odu.
Energia istnieje we wszystkim i ulega nieustannemu emanowaniu, kiedyś - przed powieszeniem się Odyna - postrzegano ją w sposób naturalny. Odu używano, nie kierując się logiką ani też rozumem, lecz nieświadomie. On po prostu był, istniał. Od, Odyn, bóg - to było to, co istnieje, czyli nasza świadomość. Takie były korzenie powstania określenia bóg dla nazwania energii, przenikającej całość bytu i będącej nią, używanej nieświadomie. Pojęcie boga zmienia się historycznie, śmierć Odyna oznacza podział na ducha i materię. Potem bogiem zaczęto nazywać tylko duchową warstwę świadomości.
Śmierć Odyna, to zniknięcie ODU ze świadomości, pozbycie się umiejętności postrzegania i generowania naturalnej siły przyrody. Proces zanikania umiejętności trwania w płynnej energii, postrzegania jej oraz naturalnego używania trwał bardzo długo. Mit określa czas na symboliczne dziewięć dni i nocy.
Świadomość ludzi Dnia Piątego była przestrzenią wypełnioną ODEM, z którą się utożsamiali, najważniejszą jej cechą była całość. Widzieli i generowali OD, na co mamy wiele przykładów w dawnych mitach i wierzeniach. Świat niematerialny był tożsamy z materialnym, tworząc jedność. Tak zwana dusza kamienia czy drzewa była jednocześnie tym samym, co drzewo i kamień.
Ludzie Dnia Piątego istnieli w energetycznym polu. Mity określają ich świadomość jako kamień, ludzi nazywając rybami, fokami, czy zamarzniętymi bryłami lodu. Uwięzieni, będący jednością z przyrodą, kierujący się siłą OD, nie mogli wyjść na zewnątrz, trwali w bezczasowym stanie teraźniejszości. Brakowało pojęć, takich jak czas. Można powiedzieć, że śnili złoty sen na jawie. Takie były nieświadome powody nazwania tamtej epoki złotą. Zanim nie nastąpił w ich umysłach ważny proces oddzielenia i wyodrębnienia, poznanie świata było niemożliwe.
Nie rozróżniano stanów, nie znano kategorii ani klas. Życie i śmierć były jednością. Nie pojmowali snu, gdyż jawa była z nim tożsama, żadna z nich nie istniała, nie mając nazwy i tła.
Materia nie istniała osobno w stosunku do ducha, te dwa stany były jednością. Ponieważ nie znano pojęcia materia, nic nie wiedziano o sprawach ducha, a on jako osobne pojęcie nie mógł się pojawić, jego brak był jedną z najważniejszych przyczyn, uniemożliwiających postęp. Musiał wyodrębnić się jako osobna kategoria.
Przyroda i emanacja ODU, były jednością, musiały się oddzielić. Dusza była również tożsama z jedną, wszystko ogarniającą istotą duchowości. Mogła istnieć uwięziona w drzewach czy w piasku, będąc zwierzęciem lub wiatrem. Ten pierwiastek spirytualny, którym było wszystko, stanowił świat widzialny i tak samo dotykalny jak i materialne przedmioty. Duszę można było zobaczyć, posiąść, określić, identycznie jak głazy, zwierzęta. Widzieli to, co nazywamy obecnie zjawiskami spirytualnymi czy paranormalnymi. Ich świat był magiczny, wszystko w nim działo się samorzutnie. Ich tak zwane działania zachodziły wyłącznie w świecie niematerialnym, pojawiając się bez wysiłku poprzez intuicję czy też rodzaj przekonania. Nie mieli możliwości świadomego wpływania na przesunięcia w świecie materialnym, jeszcze dla nich nie istniejącym.
Kiedy podzielono świat,  pojawiła się kraina odpowiadająca za sprawy spirytualne i wojowników zaczęto grzebać wraz z włócznią, koniem i garnkami pełnymi jadła, by podczas wędrówki do królestwa zmarłych nie zabrakło im niczego. Ta kraina, pojawiwszy się na psychicznej mapie ludzkości jako wydzielona całość, wyraziście ilustrowała na tamtym etapie świadomości sprawy duchowe. Śmierć odgrodziła życie od siebie, stając się pojęciem.
W nauce o przemianach ludzkiej świadomości stan przed symbolicznym powieszeniem się Odyna nazywany jest one cameralism (jednokomorowy) w przeciwieństwie do bi - cameralismu - stanu świadomości rozdzielonej, ( dwukomorowej) świadomej siebie, własnego istnienia oraz odrębności rzeczywistości zewnętrznej. Obecnie widzimy świadomość jako pokoje, "camera" - kojarzy się nam z pojęciem camera obscura - ukryty zamknięty pokój. Znajduje się wewnątrz nas. Jesion, drzewo, kołek, na którym wisi świat i niebo z gwiazdami, czy mityczna oś świata, znajdująca się pośrodku rzeczywistości ukazuje pionowy kierunek przemian świadomości człowieka, jest strzałką wektora przemian, symbolem dążenia w górę.
Nazwy nadane jesionowi wyjaśniają charakter następnej epoki i te cechy świadomości, które będą rozwijane. Drzewo jest mądrością, z jego korzeni płynie wielka wiedza, ożywia całą dolinę, toteż uświadamia wartość poznania. Bóg, czyli nieświadome bycie ludzi - dzieci musi umrzeć, co zostanie dokonane dobrowolnie w zamian za coś ważnego: "zawieszenie" świadomości na drzewie poznania. Ludzka świadomość musi istnieć na drzewie poznania, świadomość powinna prowadzić do zdobywania mądrości, toteż wyraźna jest profetyczność mitów, wskazujących kierunek przyszłości.
Świadomość stanie się bytem poznającym rzeczywistość, człowiek powie o sobie wiem, że istnieję. Człowiek powie: wiem i poznaję.
Współczesna nauka widzi w rozwoju inteligencji automatyzm i przypadek, pomijając istnienie głębokiej samowiedzy mózgu produkującego przejmujące symboliczne obrazy, o złożonej treści. Wszystko dzieje się bez przyczyny, bez celu i sensu, a ludzkie dzieje, w tym historia umysłu oraz inteligencji, są chaotycznym zbiorem wydarzeń, zebranym przez wielką dłoń, której nie ma. Materia plus czas wytworzyła myśl i wiedzę w umyśle, tak sądzą uczeni, jednocześnie cytując klasyczne eksperymenty, jeden dotyczący ludzi, drugi zwierząt.
Dwa ślepe kocięta oddzielono od reszty i zamknięto w walcach. Jeden z nich przebywał w walcu pomalowanym w poprzeczne czarno - białe pasy, drugi w walcu pomalowanym w pasy poziome. Po pewnym czasie dołączono zwierzęta do reszty miotu. Miały kłopoty z poruszaniem się i postrzeganiem rzeczywistości. Kot przebywający w walcu, w którym widział jedynie kształty poziome, miał kłopoty z postrzeganiem pionów, nie potrafił wejść na drzewo. Kot drugi, który znał wyłącznie kształty pionowe, nie zrozumiał, co oznacza poziom, nie potrafił zejść ze schodów.
Ludzie niewidomi od urodzenia, którzy odzyskali wzrok w wieku dorosłym, mieli wiele problemów z adaptacją. Kłopoty były tak dramatyczne, że często zapadali na choroby psychiczne, w skrajnych przypadkach popełniali samobójstwo. Nie potrafili przejść przez ruchliwą ulicę z otwartymi oczami, zamykali je i dopiero wtedy ich mózg rozumiał bodźce. Większość informacji uzyskujemy przez organ wzroku w dzieciństwie. Ludzie pozbawieni tej możliwości nie byli w stanie w wieku późniejszym wytworzyć w umyśle obrazu przedmiotów na podstawie ich cech dopływających poprzez patrzenie. Nie zostały im "włożone" na skutek obserwacji. Toteż jeżeli mózg jest nie zapisaną kartą, nie pojawią się w nim pojęcia. Nie potrafi ich rozpoznać, mimo że je później spostrzeże.
Istnieje pojęcie przyczyny pierwsze, wiedza pierwotna, istniejąca od początku człowieka jako gatunku. Ludzie Dnia Piątego, odczuwający OD, nie mieli żadnych pojęć. Zostały włożenie do mózgu pewnym momencie w postaci programu. Istnieje ich bardzo wiele i w kolejnych epokach ulegają odkodowaniu. Systematycznie prowadzono doświadczenia w celu przyspieszenia rozwoju cywilizacji. Eksperymentom poddawano wyselekcjonowane jednostki, na nich testując możliwości percepcji aktualnego pokolenia. Kończyły się tragediami jednostek, uznanych za zbyt wcześnie pojawiających się geniuszy: od Leonardo da Vinci, kreślącego w swej samotni modele machin latających, po Mc Cormacka wynalazcę tomografu komputerowego, walczącego przez 35 lat o wprowadzenie wynalazku.
Idee włożone do mózgu, czekają nadal na odkrycie. Odkryto już metodę bogów poprzez wynalezienie subtelnych urządzeń przesyłających fale radiowe wprost do mózgu i tam ulegających odkodowaniu, co ujawnili byli doradcy FBI. Taką metodę inteligencja kosmiczna stosowała od początku historii człowieka.
 Ludzie Dnia Piątego, nie widząc przedmiotów, nie mogli ich wymyślić, gdyż nie zostały im "włożone" do mózgu. Wiedza została im przekazana z zewnątrz, a nie "urodziła" się samoistnie w ich czystym i pustym mózgu.
Proces programowania poprzez symbole miał inne nazwy. Ponieważ nie istniało takie pojęcie, ładowanie mózgu nazwano iluminacją, nagłym olśnieniem, wewnętrznym przebłyskiem, umożliwiającym zrozumienie oraz, jak zwykle, cudem. Ileż razy człowiek doznawał olśnień! Historie z przeszłości pełne są wizji, nagłego rozbłysku, pojawiania się światła czy blasku jasności. Zjawisko zostało uznane wyłącznie za przejaw działalności boga. Każda epoka nazywa ten proces możliwymi dla niej słowami. W czasach rysika i deski nazwano mózg tabula rasa - czysta tablica. Później świadomość traktowano jako ekran z wyświetlanym na nim filmem. Obecnie używa się pojęć, takich jak twardy dysk i programowanie.
Od śmierci Odyna rozpoczęto wkładać symboliczne obrazy o zwiększającym się stopniu wewnętrznej komplikacji. Nastąpiło ładowanie prawej półkuli mózgu. Podobny proces nauczania odbywa się współcześnie przy użyciu podobnych środków, postrzeganych jako przejawy technologii o nieznanej nadal regule. W bezpośrednich kontaktach na pokładzie statku kosmicznego lub po powrocie do normalnej codzienności widuje się obrazy, pojawiające się niewyjaśnialną metodą. "Widziałem w umyśle obrazy z przeszłości, powtarzane wielokrotnie, kojarzące się z Biblią. Po każdym seansie następowała lekcja, coś w rodzaju wyjaśniającego komentarza, skłaniająca do zastanawiania się nad ich sensem." "Uległem przemianie i pojawiły się paranormalne umiejętności, polegające na widywaniu scen w nagłych przebłyskach świadomości. Dotyczyły nie tylko przeszłości, ale również i przyszłości." "Byli bardzo cierpliwi, ucząc mnie, pokazując symbole matematyczne, zupełnie dla mnie nie pojęte, pozostawiające pewność całkowitej odmienności od ziemskiej nauki." Mimo niezrozumienia pozostały w umyśle jako zapis i zostaną ukryte w kodzie genetycznym, oczekując ujawnienia się w odpowiednim momencie. Tak było od początku  świata, czy świadomości.
 
 Nastąpił fakt "koniecznego oddzielenia", powstało miejsce na używanie innych władz wewnętrznych, powstał człowiek o "poprawionym" mózgu, istota obdarzona określonymi cechami, o stopniu różnicy i przemiany, całkowicie uzasadniającej określenie  "powtórna kreacja." Przyszedł czas na stworzenie Adama.

 

 Rozdział XVI

Animacja człowieka


Człowieka wykonywano dwukrotnie. Były to zupełnie inne istoty. Biblia stwierdza, że pierwszy model sporządzono w piątym dniu stwarzania świata. Byli to mężczyzna i kobieta. Wyglądały jak ich kreator, co oznacza biologiczną i fizyczną identyczność. Brakowało im jednak ważnego atrybutu. W akcie produkcji nie zaistniał akt nadania ducha, istoty te miały żyć w powszechnej nieświadomości, nazwanej OD.
Potem stworzono wyłącznie Adama. Stało się to po zakończenia dzieła urządzania świata i również po odpoczynku w dniu siódmym, a więc wtedy, kiedy świat był już gotowy i zaludniony. Obie generacje przedzielał olbrzymi obszar czasu. Określanie jego długości jest bez znaczenia, chodziło o podanie faktu. Był mężczyzną. Jakie znaczenie ma powtórne stworzenie człowieka?
Jego stworzenie oznacza zakodowanie nowych atrybutów umysłu. Kosmiczna inteligencja ukazała je pod postacią obrazów. Są proste, toteż uzyskały powszechność, opanowując wyobraźnię. Ponieważ były ważne, kosmiczna inteligencja dokonała zabiegu, zapewniającego przetrwanie ich i rangę. Stało się to poprzez zamianę ich na religię.
W Rozdziale II Księgi Genezis Biblia opisując jego tworzenie, ujmuje akt w dwa etapy, wyrażając je przy pomocy słownictwa, zrozumiałego dla ludzi epoki symbolicznej: "Stworzył Pan Bóg człowieka z prochu ziemi i natchnął w oblicze jego ducha, stał się człowiek duszą żyjącą." Pierwszy etap objaśnia strukturę fizyczną, drugim jest tajemniczy proces uduchowienia czy animowania.
Opisu pierwszego etapu kreacji nie należy traktować dosłownie. Bóg Enka, przykucnąwszy, lepił kukiełkę. Dobierał gliny, ugniatał palcami i po kolei doklejał do głowy szyję, ramiona  i tułów i nogi. Tak dokładny opis był konieczny dla zrozumienia abstraktu poprzez ludzi dostrzegających wyłącznie namacalny konkret, jak glina i części ciała.
Relacja zwraca uwagę na fakt stworzenia człowieka przez bogów oraz na metodę. Ukazuje, że człowiek składa się z pierwiastków znajdujących się na Ziemi jako planecie. Fakt istnienia wiązań atomowych ukazano poprzez klejenie najbardziej dostępnego elementu, jakim jest glina. Rozmiar atomów unaoczniano poprzez proch lub pył, najmniejszą wówczas wyobrażalną rzecz.
Następnie przystąpiono do drugiego etapu kreacji: obdarzenie istoty duchem. Różne są sposoby obrazowania. Biblia ukazuje wdmuchnięcie obłoczka metodą usta usta.
 Mity ilustrują tę dwustopniowość dowodząc, że materialny organizm, w którym odbywają się procesy życiowe, nie jest jeszcze istotą ludzką. Potrzebne jest animowanie, nazywane nadaniem ducha poprzez tchnięcie. Adam posiadał ducha, poprzedni ludzie nie byli nim obdarzeni. Człowiek drugiej generacji jest zdefiniowany jako duch, ciało energetyczne w materialnym organizmie. Takie przedstawienie jest kolejnym punktem kosmicznego programu edukacyjnego.
Animacja jest zawsze sztuczna i zewnętrzna. Podkreślają to wielkie systemy monoteistycznych religii, zajmujące się głównie objaśnianiem zasad kosmicznej inteligencji. Konserwatyzm i ortodoksja służą przekazywaniu zasad w stanie pierwotnym. Animowanie organizmu ukazują również wielkie systemy filozoficzne, zajmujące się reinkarnacją, czyli przekazywaniem pierwotnej duszy. Współczesna nauka ujmuje to w formie zapisu programu człowieka. Te wszystkie terminy obejmują jedno pojęcie, wyjaśniane w każdej epoce zgodnie z jej możliwościami. Nasz wiek zbliżył się znacznie do zrozumienia pierwotnego zamiaru kreatorów, poprzez wprowadzenie pojęcia program i odkodowywanie go.
Przez tysiące lat program nazywano duchem. Istnieją dwa obszary znaczeniowe, związane z pojęciem. Pierwszy, zawarty w tradycyjnych przekazach religijnych oznacza animację materii, drugi jest nadpojemnością.
W innych kręgach kulturowych mity ukazują piękne i wymowne sceny animowania organizmów. Wiedza na ten temat była powszechna. Wszystkie ludy i plemiona dawały identyczną odpowiedź na fundamentalne pytania ludzkości - kiedy materia uzyskuje świadomość, stają się istotą ludzką?
"Jeszcze nie dyszeli, brak im było ducha,
Odyn dał im oddech, ducha dał im Honir
Lodur zaś wygląd i rumieńce" .
Osobni bogowie są odpowiedzialni za każdy etap. Odyn oznacza fizyczne ożywienie, czyli oddech, Honir natomiast - animację. Na statkach kosmicznych, będących gigantycznymi laboratoriami, odbywa się to samo. Nie ma tam jednakże artystów, malujących Boga na freskach. Raporty są proste, na miarę naszych czasów. Kobieta została przeniesiona do wielkiej hali, gdzie zobaczyła leżące ludzkie ciała w czymś w rodzaju basenów. Kiedy podeszła bliżej, zauważyła w jednym z nich ku swemu przerażeniu, że leży ona sama. Została sklonowana. Wyjaśniono jej, że zostanie zastąpiona swoją kopią, jeśli nie będzie posłuszna swoim kreatorom, jak to czyniono wielokrotnie z innymi tego typu obiektami. Zapytała, czy osoby leżące w zbiornikach są żywe. Otrzymała odpowiedź twierdzącą z jednym zastrzeżeniem: "Nie są one jeszcze obdarzone duchem" (unanimated).
 "Czy chcesz zobaczyć własne ciało?" padło pytanie. Kobieta spojrzała, na ciało leżące na stole. Wyglądało zupełnie tak jak jej własne, lecz może bardziej idealne. Innemu świadkowi dano wyraźnie do zrozumienia, że takich kopii prawdziwych ludzi już wiele funkcjonuje na świecie.
"Leżałam na stole obok swego nowego ciała. Wyszłam z mojego dawnego ciała i wyprostowałam się, patrząc. Oglądałam je dokładnie w każdym szczególe, widziałam nawet zęby. Włosy były dłuższe, już takich nie noszę. Ktoś mi powiedział, że wszyscy bez kłopotu zostaną skłonieni do uwierzenia, że to jestem ja. Bardzo pragnęłam wejść do nowego ciała, ale coś mnie powstrzymywało. W rezultacie nie wiem, w które weszłam" .
Drugie znaczenie pojęcia duch wiąże się ze sferą pozaludzką. Jak więc rozumieć animowanie, tchnięcie ducha czy uruchomienie programu? Duchem często nazywa się zjawy osób zmarłych, widywane na ziemi. Duch jest więc ciałem eterycznym i energetycznym, nie rozkładającym się na inne pierwiastki, jak to się dzieje w przypadku organizmów materialnych i biologicznych.
Istnieją próby, prowadzące do skonstruowania aparatury umożliwiającej zobaczenie i sfotografowanie energii pozostającej po śmierci człowieka. Zważywszy kierunki rozwoju nauki, można domniemywać, że zostaną wynalezione dokładne instrumenty pomiarowe, umożliwiające jej wyselekcjonowanie. Obecnie istnieją aparaty zdolne do wydzielenia pojedynczej molekuły cukru we krwi. Urządzenie to nie przekracza rozmiarami pudełka od papierosów. Cuda sprzed zaledwie kilkudziesięciu lat lub fantastyczne wizje zamieniają się w rutynę. Powstała już próba teorii, fizyk John Eccles podał nowy sposób rozumienia ducha, usiłując go wyselekcjonować w organizmie. Jest to pewnego rodzaju energia wokół synaps nerwowych.
Biblia ukazywała konkretny sposób przekazywania energii, jednak program istnieje wszędzie, nie ma miejsca, jest alokalny.  Obecnie trwają dyskusje fizyków na temat możliwości zapisywania ludzkiego programu. Software może być zdjęty po śmierci, zanotowany i przechowywany. Zakłada się istnienie kosmicznej inteligencji, zdolnej do wykonywania takich zapisów.
Co więcej, uważa się, że zapis bywał już dokonywany. Dzieje się to od początku istnienia świadomości. Nie ulega zniszczeniu, lecz zostaje utrwalony. Pozostaje pytanie o rodzaj nośnika, który to umożliwia. Co jest tą kartką papieru, na której zanotowano przepis na duchowość człowieka, czy raczej dyskiem zapisującym jego program? Uznaje się czasoprzestrzeń za wielki dysk. Jeżeli jeden z atrybutów przestrzeni umożliwia zapis, prowadzi to do daleko idących wniosków. Oznacza to, że istnieje duch świata, inteligencja kosmosu, rozum przestrzeni. Jeżeli tak jest, czy możemy dokonywać z nią komunikacji?
Odpowiedź na to pytanie dawno została człowiekowi udzielona przez kosmiczną inteligencję, nazywaną bogami. Ludzie ujęli informacje w formę mitów. Mówią wyraźnie o komunikacji z wyższym poziomem wibracji, czy o odczytywaniu wielkiego kosmicznego dysku. Szczątki dawnego rozumienia tego kontaktu pozostały w mowie w postaci określeń, takich jak: mówią przez niego bogowie lub to człowiek natchniony. Najbardziej skutecznym sposobem zapisywania informacji w mitach była fabularyzacja. Bogowie zawsze mieli upodobania do wielkich scen. Toteż wejdźmy do kosmicznego teatru. Dla bezpośredniej komunikacji potrzebne było jakieś medium czy środek fizyczny. Wiele mitów z różnych kręgów kulturowych uważa napój za taki środek. Jest to oczywiście napój bogów, odznaczający się niezwykłymi własnościami. Najczęściej został uznany za magiczny, czasem czarodziejski. Cechy zależą od własności danej kultury, toteż czasem są demoniczne i potworne trucizny czy jady, a w innym miejscu świata słodkie i łagodne ambrozje. Zdobywa się go w nadzwyczajnych okolicznościach. Czasem jego przygotowanie wymaga tajemniczych roślin z niedostępnych dolin, innym razem cudownych minerałów z ukrytych jaskiń. W taki sposób podkreślano jego ważność i skuteczność.
Istnieją niezwykle piękne mity Północy, urzekające swą tajemniczością i rozmachem. Osoby kosmicznego dramatu rozgrywają swe konflikty na tle pustych przestrzeni, skutych lodem, pod szarym niebem wśród wycia wichru. Bogowie są gigantyczni, gdy stąpają, ich pięty wyłupują bryły lodu. Aby z nimi się skontaktować trzeba być nadzwyczajną osobą - bohaterem.
Bohaterowie, giganci oraz inne wspaniałe istoty przygotowują się do uwarzenia boskiego napoju. Biorą więc gigantyczny sagan, jakiego nie uniesie nawet wielu siłaczy. Jego nazwa jest znacząca - to Odrerid, umożliwia zanurzenie się w energię ODU. Bohaterowie rozpalają cudowny ogień z tajemniczych bierwion. Czuwają czarownice nad krawędzią kotła i nocy, nadlatują demony, wyją wilki. Wielką kopyścią mieszają w saganie, para unosi się do nieba. Kiedy napój jest gotowy, zaczerpną z niego srebrnymi kubkami, pochylając się na lśniącą powierzchnią, by z niej wyrokować o przyszłych cudach.
Tajemniczy napój bogów należało nazwać, nadając mu takie cechy, by wszyscy zobaczyli jego moc, a słuchacze zebrani wokół wieszcza, opowiadającego mity, od jednego słowa pojęli jego cudowność. Takim napojem był miód. Wypicie go do dna ze srebrnego kubka powodowało wprawienie ducha w ruch, dostawanie się na poziom wyższych wibracji.
Nadanie ducha jest określone przy pomocy tego samego rzeczownika, jaki występował w nazwie naczynia napełnionego miodem o cudownych właściwościach - Odrerid. Uruchamiało się wyższe sfery energii.
 Różne poziomy wibracji umożliwiają dokonywanie odmiennych czynów. Duch dostarcza odwagi i siły woli. Pod jego wpływem dokonuje się nadzwyczajnych czynów, przekraczających ludzkie możliwości. Udaje się zdobyć trudny, górski szczyt, gdy człowiek stwierdził, że musi tego dokonać. Ludzie obdarzeni duchem zajmują się wielkimi badaniami naukowymi, wykonując obszerną pracę, zazwyczaj dzieloną na siły wielu osób. Dochodzą do wielkich rezultatów, będących wynikiem nadzwyczajnych sił. W tym znaczeniu słowo duch oznacza ponadprzeciętne siły, wolę, upór, odwagę czy rozum. "Giganty ducha" mówi się o ludziach o wielkiej sile wewnętrznej. Duch jest nadpojemnością.
Z innego poziomu wibracji uzyskuje się talent. W starożytnych sagach zyskanie daru poezji poprzez napicie się miodu z naczynia Odrerid czyniło człowieka mądrym, rozumiejącym lepiej i głębiej, a jednocześnie składającym poezje, czyli historie o bogach i bohaterach. Wibracje ducha pozwalały poprzez poezję przeniknąć zakryte dla zwykłych śmiertelników tajemnice bogów, czy też ducha. Cel poezji był bardzo ważny. Proponował człowiekowi oderwanie się od drobnych spraw codziennych, związanych z utrzymaniem się przy życiu i zabieganiem o powiększenie dóbr materialnych. Poezja miała odsuwać go od małostkowości i chciwości, uświadamiając, że nie są to cechy pożądane, wskazywała zadania fundamentalne. Za takie należy uznać rozwój ducha ludzkiego poprzez kierowanie myśli i uczuć ku sprawom wielkim. Wszystkie nauki o duchu, niezmienione w swych założeniach przez tysiące lat, określały sens życia człowieka w identyczny sposób. Należy więc wysnuć poważny wniosek z tych lekcji. Dowodzą one, że człowiek nie pozostanie ludzka istotą, jeśli utraci sferę duchową. Poezja i sztuka mają za zadanie nieustanne kształcenie ducha ludzkiego i wznoszenie go ku doskonalszym stanom. Jest więc rzeczą bezsporną, że bez procesu doskonalenia i kształcenia duch ulega degeneracji. Utrata wartości duchowych prowadzi do realnej i fizycznej śmierci ludzkich społeczności i plemion. Sfera ducha jest fundamentalna dla ludzkości. Poezja i sztuka są czystą energią duchową, bez niej nie jesteśmy istotami ludzkimi.
Gen bogów, to właśnie - ten. Pilnowanie go to sens genetyki bogów. Bez ducha jesteśmy karłami, kreaturami i chciwcami, istotami pobawionymi szlachetności, które nie potrafią wznieść się ponad własne ograniczenia. Nadpojemność, gigantyczna wola, świętość, czyli przekraczanie siebie to najważniejsze zalety ducha, najsilniejszy warunek parcia do przodu, istnienia.
Należało zrozumiale ukazać rangę tej prawdy. Przedstawiono ją pod postacią naczynia zawierającego drogocenne miody, posiadające możliwość wywoływania wibracji. Naczynie duchowe oraz cudowne napoje nadal są popularnymi symbolami, przenoszonymi w kulturze przez tysiąclecia. Tajemnicze napoje, umożliwiające nagłe rozszerzenie świadomości, powiększenie umiejętności paranormalnych oraz percepcję są powszechnym motywem mitów oraz literatury.
We współczesnej literaturze ufologicznej występuje on kilkakrotnie. Kosmici podawali ludziom napoje lub coś w rodzaju szklanych sopli czy rożków z lodami, każąc je zjadać. Świadkowie nigdy nie umieli określić smaku ani też wyjaśnić innych fizycznych cech, takich jak ziarnistość, sypkość czy kleistość. Z tego względu często klasyfikowano je jako nasze słynne marzenia senne. Skutki takich specyfików były piorunujące; "Wiem, wszystko wiem i rozumiem" - mówili świadkowie. "Mam nadzwyczajną siłę woli, wydaje mi się, że nie ma dla mnie granic i przeszkód".
Być może są to środki nazywane na Ziemi narkotykami, co łączyłoby ten motyw z umiejętnościami szamańskimi z dawnych wieków. Wiedzę tę przechwyciły instytuty naukowe. Wiemy, że radziecka Akademia Nauk testowała tego rodzaju środki. W USA wypróbowywano je na więźniach w ramach nikczemnych programów opatrzonych kryptonimami, np. Mk Ultra. Środki te zmieniały całkowicie osobowość i umysłowość człowieka, łamały wolę, niszczyły rozum, zamieniały go w łachman. Ludzie mieli straszne twarze, opuchnięte, dziwaczne i szalone oczy. "Zostawcie mnie - błagali. - Dajcie mi coś, już nie mogę", jednakże pracowała kamera, filmując eksperyment. Nigdy nie dowiemy się prawdy, demokracja jest marzeniem, a kontrola agend pozarządowych pobożnym życzeniem. Nie możemy dziwić się sposobom traktowania ludzi przez kosmitów.
Obecnie te środki nazywamy narkotykami czy po prostu tabletkami, uznając  to za właściwe i trafne. Kiedyś słowo miód było takim wspaniałym i celnym określeniem. Aby uświadomić sobie, jak cudowną nadawano mu wartość, należy wziąć pod uwagę takie proste sprawy jak dieta. W tamtych czasach nie było cukru, nie istniały słodkie potrawy, nie jadano cukierków, nie słodzono mleka. Cukier powstał w naszej epoce z trzciny cukrowej. Jeżeli ktoś miał okazję smakować trzcinę cukrową, wie, że nie jest zbyt słodka. Cukier z buraków cukrowych wprowadził dopiero Napoleon w XIX w. Popularność słodzenia powstała w naszym stuleciu. Jeszcze przed drugą wojną światową nie znany był smak cukierka biednym dzieciom wiejskim w naszym kraju. Tylko owoce były słodkie, lecz nie rosły w dawnej Skandynawii, gdzie ryby i owies należały do podstawowego wyżywienia.
Nic więc dziwnego, że miód został uznany za wyjątkowy napój. Nie tylko ze względu na słodycz, zupełnie nieznaną, na kolor przypominający złoto, na konsystencję, tak tajemniczą i różną od wody, bo półpłynną, niby prawdziwe i roztopione złoto, ale i również na cenę. Jego produkcja jest powolna, wymagająca wiedzy i nakładu pracy. Miodu było mało, pijały go sfery wyższe, wodzowie i tak zwani królowie, czyli przywódcy plemienni. Obecnie trudno nam sobie uświadomić, jak ubogie i szare, w dosłownym sensie, gdyż pozbawione kolorowych przedmiotów, było życie prostych ludzi przed tysiącami lat.
Był to napój wodzów, królów oraz bogów. Nie należy sądzić, że był to po prostu alkohol, a duch wprawiony w ruch oznaczał stan "nieważkości", czyli upojenia alkoholowego. Takie, niestety, prostackie interpretacje proponują uczone rozprawy. Aby wykazać niesłuszność takiego rozumowania, wystarczy przywołać dwa fakty. Po pierwsze: mity mówią o sprawach poważnych, a nie o ludziach pijanych, bredzących w stanie upojenia. Wielokrotnie przekonaliśmy się o ważności tematów, stwierdzeń i odpowiedzialności za słowo. Fakt drugi to inny rodzaj alkoholu i niewielka jego dostępność. W naszej świadomości tkwią obrazy pijanych bogów, czy raczej herosów greckich, znanych głównie z popularnych filmów, przedstawiających fabułę "Iliady" lub "Odysei" czy uczty rzymskich cezarów, szczególnie znane z " Quo vadis". Ilustrują życie władców i są jedynie wizją artystyczną. Takie są korzenie naszych przekonań. Trzeba pamiętać, że te fakty zaszły kilka tysiącleci później po sporządzaniu boskich miodów.
Mocny alkohol powstał w XII w. w okresie wypraw krzyżowych i był słabo rozpowszechniony. Monopol na jego produkcję przyznano klasztorom, stąd mamy choćby benedyktynkę, owianą czarem tajemniczości, wynikającej z potrzeby ochrony tajemnic patentu i chowania recept w skrzyni. Wódką raczono się rzadko, zaszczytu dostępowali królowie i panowie. Picie alkoholu upowszechniło się dopiero w XIX stuleciu wraz z wynalazkiem maszyn i zaistniałej konieczności utrzymywania pewnej klasy ludzi w stanie upojenia, co również obecnie jest wygodne dla rządzących. Wobec powszechności alkoholu istotnie trudno nam zgodzić się z jego rzadkością i bezcennością. W tajemniczych klasztorach mnisi hodowali pszczoły, sycili miody pitne, alkoholizowane. Obecnie słoik miodu można kupić w każdym sklepie, a miód pitny należy do słabszych i tańszych alkoholi. Miody drogocenne utraciły cudowność. Lecz kiedyś ją miały.
Wróćmy do czasów mitycznych. Znacznie późniejsi Grecy i Rzymianie pijali bardzo młode i słabe wino, w dodatku znacznie rozcieńczone wodą. Słynne uczty nie odbywały się codziennie. Ludzie nie jadali kilku posiłków i nie pijali do nich wina. Nie istniało racjonalne żywienie i karafki z alkoholem nie stały na stole. Na ucztach, które były uroczym dniem święta, pijało się rozcieńczone wino, jednakże zastrzeżone dla gości cezara, a szlachetni rycerze Okrągłego Stołu, kojarzący się nam z drogocennymi pucharami w rzeczywistości dysponowali jednym kubkiem dla dwojga pijących. Na co dzień raczono się wodą, będącą najważniejszym i cenionym napojem, zapewniającym organizmowi minerały. Teraz woda jest cuchnącą cieczą, któż zna jej kryształową czystość?
Powstało również piwo, popularne wśród bogów skandynawskich, będące z nazwy tym, co się pije, podobnie jak spoiwo - to, co spaja,  cieczą bez specjalnych właściwości, sfermentowanym chmielem o niewielkiej zawartości alkoholu. Nie można go porównywać z napojami współczesnymi i nie był przeznaczony dla wszystkich. Pijaństwo nie było tak powszechne, jak jesteśmy skłonni sądzić na podstawie dzieł literackich. Nietrzeźwe narody nie wytwarzają kultury ani cywilizacji.
Wznoszenie się na wyższy poziom drgań było tajemną mądrością, udzieloną przez kosmiczną cywilizację. Zawsze postrzegano sferę komunikacyjną pomiędzy ludźmi a inteligencją kosmiczną. Komunikowanie się następowało bezpośrednio, umożliwiając obejmowanie znacznych obszarów zrozumienia. Zajmowali się tym szamani i druidzi, później nazywani nietrafnie kapłanami. Obecnie nie darzy się szczególnym szacunkiem wieszczy, wróżbitów, osób przepowiadających przyszłość, szamanów i zaklinaczy ze względu na armię uzurpatorów i oszustów. Napój, wynikający z kontaktu z kosmitami podającymi tak zwane narkotyki rozszerzające percepcję, umożliwiał dokonywanie rzeczy trudnych dla zwykłych śmiertelników. W taki sposób odbywało się przekazywanie wiedzy, ujmowanej w obrazy o wielkiej sile czy też symbole, niezmienne przez wieki, i tak dzieje się obecnie. Napój stał się symbolem, kocioł, gdzie ważono miody zamienił się w "naczynie ducha", pojmowane umownie. Kiedyś było konkretem.
Bardzo ważnym zapisem działań kosmicznych są stare baśnie folklorystyczne, szczególne cenne jako materiał poznawczy. Mówi się w nich o cudownych napojach, dających człowiekowi szczególne możliwości, wielką siłę, moc czynienia czarów czy rozumienia mowy ptaków, będącymi konkretami objaśniającymi czynność symboliczną, występującym we wszystkich kulturach. Każdy z nich wyraża konkretem animację.
Istotny jest więc drugi etap animacji człowieka, oznaczający udzielenie ducha. Jest on rozumiany jako nadpojemność oraz bezpośrednia komunikacja, software człowieka. Ten fakt uświadamia ludziom, że duch jest najistotniejszą cechą, bez której nie jest się człowiekiem, a jedynie organizmem. Zostaje stworzony Adam, istota obdarzona duchem. Czy ważna jest tylko ta jego cecha? Czy został wykonany wyłącznie dla tego powodu i była to jedyna korekta wprowadzona do genetyki człowieka?

 

Rozdział XVII

Lewy mężczyzna


Dlaczego Adam musiał być mężczyzną? Z jakiego powodu pamiętamy scenę nadania imion zwierzętom w raju? Rozdział II Księgi Genezis zawiera piękną i symboliczną sceną: "A gdy stworzył Pan Bóg z ziemi wszelki zwierz polny i wszelkie ptastwo niebieskie, tedy je przywiódł do Adama, aby obaczył, jakoby je nazwać miał; a jakoby nazwał Adam każdą duszę żywiącą, tak aby było imię jej" . Scena wyraża ważną symbolikę dla rodzaju ludzkiego, z tego powodu kosmiczna inteligencja zamieniając ją w religię, każe powtarzać, póki nie zostanie zrozumiane znaczenie.
Nie będziemy chyba utrzymywać, że taka scena istotnie miała miejsce. Została przeniesiona do katechizmu i przedstawiona w sposób baśniowy i dostosowany do sposobu rozumienia ludzi prostych. Oto Adam siedzi, a wokół jego kolan tłoczą się przeróżne zwierzątka, on je nazywa.
Co się wydarzyło? Bogowie wprowadzili poprawkę genetyczną, aktywując ośrodek w lewej półkuli mózgu odpowiedzialny za werbalizację. Nowoczesne badania na temat mózgu, stwierdzają, że rozwój mowy nastąpił bardzo późno, zaledwie w kilku ostatnich dziesiątkach tysięcy lat. Adam dokonał w mózgu oddzielenia przedmiotów według klas. Nazywał gatunki poprzez porównanie cech poszczególnych egzemplarzy zwierząt. Do tego celu potrzebna jest umiejętność analizy, eliminacji zbędnych szczegółów oraz wydawanie decyzji. Angażuje się takie umiejętności jak analiza i synteza.
Dane wskazują, że człowiek został genetycznie zaprogramowany jako istota praworęczna. Wiemy, że za działanie prawej ręki odpowiada lewa półkula mózgu. Ważne są tutaj skojarzenia wynikające ze słowa prawa ręka i lewa ręka. We wszystkich ludzkich społecznościach mają one takie same znaczenie, są więc cechą stałą, wiedzą pierwotną zawartą w programie rozwoju człowieka przez inteligencję kosmiczną. Prawy jest związany z legalnością, a więc prawem, uczciwością (prawy człowiek), czyli wzniosłymi moralnymi zasadami, solidnością i męskością. Lewy z kolei oznacza słaby, tchórzliwy, rozmywanie celu, zły oraz kobiecy.
Jeżeli wejdziemy na terytorium innych języków, okaże się, że angielskie słowo złowieszczy, ponury (sinister) pochodzi z łacińskiego słowa lewy. Francuskie gauche oznacza to samo, co lewy. We włoskim mancino oznacza lewy i zwodniczy, nieuczciwy. Istnieje etymologia wywodząca słowo (ang.) lewy od anglo - saksońskiego lyft, oznaczającego słaby i bezwartościowy.
Podobne znaczenie mają te słowa w polityce. Słowo leftyści powstało jako przeciwieństwo do szlachetności i wysokiej pozycji społecznej. Szlachetnie urodzeni panowie, lojalni w stosunku do króla, zajmowali w sali pałacu miejsce po prawej jego ręce króla, radykalni kapitaliści natomiast stawali po lewej stronie tronu. Miejsce po prawej stronie uznano moralnie słuszne.
 Być czyjąś prawą ręką oznacza posiadać wartość, znaczenie i umiejętności oraz prezentować lojalność. Mocny uścisk prawej ręki znaczy solidność i przyrzeczenie zobowiązań. Podajemy rękę, by przypieczętować uczciwość przed chwilą podjętego zobowiązania i ukazać pozytywną wolę wypełnienia go.
Istnieją dwa sposoby myślenia i pojmowania rzeczywistości. Jeden - racjonalny, oparty na rozumowaniu oraz drugi - intuicyjny. Działanie lewej półkuli mózgu decyduje o racjonalnym i logicznym myśleniu, prawej natomiast - za pojmowanie intuicyjne. Są to ogólne określenia, gdyż obie półkule odpowiadają za wiele innych cech.
W podobny sposób dzieli się ludzi. Osoby kierujące się raczej logiką i rozumowaniem uważają intuicjonistów za osoby nieżyciowe, fantastów czy nierealnych marzycieli, niezdolnych do podjęcia właściwych decyzji i kierowania własnym życiem . Z kolei ludzie ceniący wyżej myślenie intuicyjne, uważają osoby kierujące się racjonalnym pojmowaniem świata za ciasno myślące, ograniczone, tępe czy wręcz niezdolne do ujmowania całości zjawisk w swej złożoności. Przytaczamy jedynie eufemistyczne określenia, słownik pogardliwych wyzwisk jest obszerny. Obie grupy ludzi stawiają się do siebie w sytuacji opozycyjnej czy wręcz konfliktowej i, delikatnie mówiąc, gardzą sobą nawzajem. Pomiędzy nimi trwa wojna, często otwarta, wyrażająca się bardzo gwałtownie.
Jednakże myślenie racjonalne jest w naszej cywilizacji uznane za lepsze i wartościowsze. Faworyzuje się je w każdej dziedzinie ludzkiej działalności, uznając za jedyne uprawnione. Nawet testy na inteligencję Stanforda - Bineta, określające upragnione wysokie IQ, badają jedynie myślenie, wynikające z działania lewej półkuli mózgu.
Działalność lewej półkuli mózgu odpowiada za racjonalne myślenie w pełni zwerbalizowane, umożliwiające czytanie, pisanie, mówienie i liczenie. Prawa półkula odpowiada za widzenie trójwymiarowe, rozpoznawanie wzorów, na przykład twarzy, za talent muzyczny. Dzięki prawej półkuli potrafimy nauczyć się geometrii, widząc przestrzennie. Wiele dyscyplin sportowych, na przykład gimnastyka czy tenis jest możliwa dzięki działalności prawej półkuli. Intuicyjność gra tu pierwszorzędną rolę. Jeżeli zapytamy naszego przeciwnika, jak układa palce na trzonku rakiety tenisowej, możemy być pewni, że spowodujemy proces rozumowania i uzasadniania, przeszkadzający mu korzystać ze zdobyczy intuicji, co nam zapewni wygraną. Wiele dziedzin ludzkiego życia opiera się na działaniu intuicyjnym, choćby reagowanie w niebezpieczeństwie.
W Neuropsychiatric Institute w San Francisco stwierdzono, że na Zachodzie panuje przewaga kontaktu z lewą półkulą w stosunku do prawej. Lekceważenie jej można porównać do oglądania gwiazd w ciągu dnia. Kiedy świeci słońce, nie widzimy gwiazd, toteż sądzimy, że ich nie ma. Dopiero nocą ich liczba ukazuje się w całej wielkości. Działanie prawej półkuli jest równie ważne i niedostrzegalne. Umiejętności językowe lewej półkuli przyciemniają nam rangę myślenia intuicyjnego, wynikającego z działania półkuli prawej.
Intuicja była dla naszych przodków jedynym środkiem poznawania rzeczywistości, wciąż pili miody z naczynia. Erich Fromm autor książki "Zapomniany język" uważa, że "Jeżeli zostaniemy pozbawieni świata zewnętrznego, zsuniemy się czasowo do stanu prymitywnego, przypominającego zwierzęta, pozbawione umiejętności rozumowania. Ta regresja jest stanem snu" . Ludzie Dnia Piątego poznawali świat jedynie przez prawą półkulę, gdyż lewa nie pracowała. Istnieją więc dwie strony myślenia przy pomocy prawej półkuli: mityczno - magiczne i senne, kierujące się ODEM. To potwierdza tezę o istnieniu stanu wieku złotego, kiedy istniał wyłącznie jeden stan rzeczywistości.
Wielkim jest szczęściem dla naszej komputerowej cywilizacji, że kosmici wprowadzili poprawki genetyczne. Gdyby nie aktywowali lewej półkuli mózgu, nadal byśmy śnili sen złotej epoki, kierując się energią OD i czując się jednością wraz z kamieniami.
Fromm uważa, że czasami we śnie uzyskujemy nagły wgląd w sprawy tajemnicze i głębokie niemożliwe do rozwiązania przez myślenie racjonalne. Ten nagły wgląd w sprawy, wynikający z działania prawej półkuli, jest właśnie zapomnianym językiem. Tu rodzą się sny, opowieści oraz poezja, ale jak Dryden stwierdził jedynie poezja, czyli za mało, aby stała się kreacją artystyczną. To natchnienie, wyłącznie poezja, jest świętym naczyniem Odrerid.
Jakiego rodzaju sny umożliwia nam prawa półkula? Oto znany przykład uczonego Friedricha Kekule. Pracował nad wzorem benzenu, lecz wciąż czyniąc eksperymenty, nie mógł natrafić na właściwy. Dopiero we śnie kosmici pokazali mu ruchomą animację komputerową, podczas której cząstki i symbole ustawiły się we właściwej kolejności, tworząc znaną konstrukcję, nazywaną wzorem chemicznym. Obecnie takie sny uznaje się za cudowny przypadek, uważając, że wynikają z nie poznanej do końca działalności mózgu. Kiedyś traktowano je za zesłane przez Boga. Według jakiej zasady fizycznej działa aparatura do rzutowania symboli w sen?
Działalność prawej półkuli ma nadzwyczajne znaczenie. Umożliwia spostrzeżenie wzoru połączeń zbyt trudnego dla lewej półkuli. Jej myślenie jest więc kreacyjne, oznacza tworzenie, zdobywanie nowości i postęp. To człowiek poznający rzeczywistość poprzez prawą półkulę wyobraża sobie coś, co nie istnieje, choćby promień wytryskający z rubinu i sięgający planet, czy obrazy ze światła ukryte w kostce tworzywa. To w niej powstają wielkie wynalazki, maszyny i cuda.
Aby fantazja i marzenie stały się rzeczywistością, muszą zostać sprawdzone. Tą czynnością zajmuje się lewa półkula, liczy, mierzy i waży, wykonuje doświadczenia oraz analizy. Jej zadaniem jest przetwarzanie, uzasadnianie oraz krytykowanie (lub akceptowanie) wizji wysnutych przez prawą półkulę. Sprawdzone i ujęte we wzór matematyczny, przetworzone na technologię i zastosowane w praktyce, stają się rzeczywistością, oznaczając postęp. Wizje przetworzone w system stają się nauką. Obie półkule muszą ze sobą współpracować, wtedy świat będzie twórczy i rozumny.
Wzory niemożliwe do sprawdzenia przez lewą półkulę lub przez nią odrzucone, powiększają świat zabobonów, fikcji i paranoi. Połączenia wytworzone przez lewą półkulę stają się natomiast wyłącznie pustymi spekulacjami. Kiedyś wyliczono dokładnie, w którym roku ilość siana, potrzebnego do wykarmienia dorożkarskich koni w Paryżu, sięgnie dachów kamienic. Ten bezwartościowy wzór lewej półkuli został zniszczony kreatywnością prawej poprzez wynalezienie samochodu.
Myślenie paranoiczne polega na szukaniu wzorów tam, gdzie ich nie ma, często w postaci spisku. Wzór nieistniejący posiada połączenia pomiędzy przedmiotami, sytuacjami, ideami lub obserwacjami, niemożliwymi do dostrzeżenia w postaci związków i zależności. Lewa półkula musi je sprawdzić. Często jednak dokonuje odrzucenia a priori ze względu na utarte wzory myślenia. Dobrze ilustruje tę sytuację historia sekretarza stanu Forrestala, uskarżającego się na nieustanne śledzenie go przez szpiegów MOSSADU. Widział ich w swej łazience, w biurze i w publicznej restauracji, dokąd zaszedł przypadkiem. Uznano go za paranoika, gdyż doszukiwał się nieistniejących związków, choćby pomiędzy naddartym listem w skrzynce, rozrzuconymi przyborami na umywalce lub wnikliwym spojrzeniem kelnera o semickich rysach. Poddano go leczeniu psychiatrycznemu w zamkniętej i dobrze strzeżonej klinice rządowej. Nie zdziwimy się chyba, że tam właśnie zabił go agent MOSSADU, jeden z wielu nieustannie śledzących.
Obecnie istnieje grupa osób związanych z rządem USA, skarżąca się na wywieranie wpływu na ich umysł. Widzą obrazy i słyszą dźwięki, nagle zmieniają opinie, czują nadmierne zmęczenie lub euforię. Szukali pomocy w wielu instytucjach w obawie uznania ich za paranoików, póki nie ujawniono półoficjalnie istnienia urządzeń do kontroli umysłów, zdolnych do wywoływania tego typu wrażeń. Testowano je na więźniach od lat pięćdziesiątych. Działanie urządzeń ilustruje doświadczenie wykonane w Madrycie. Wpuszczony na arenę rozjuszony byk szarżował na stojącego profesora, lecz tuż przed nim stanął i zaczął zachowywać się jak Fernando z dziecięcego wierszyka, gdyż w tym momencie asystent w stroju torreadora nacisnął guzik na czarnym pudełeczku zdalnej kontroli, ukrytym w dłoni. W podobny sposób kontrolowano wspomnianą grupę ludzi, nazywanych wavie - ludzie na falach. W tym wypadku sceptycyzm nie okazał się zabójczy.
Sceptycyzm wobec wzoru prawej półkuli, uznamy za cechę pożądaną wyłącznie w wypadku podjęcia działań sprawdzających. Wątpienie przed podjęciem obliczeń, często wynikające z uprzedzeń i schematyzmu jest krytykanctwem, ośmieszającym autora. Lewopółkulowcy stwierdzają z góry istnienie niemożliwości w świecie szybkiego postępu i nieustannego obalania ich uprzedzeń. Rozwój nauki polega na proponowaniu wzorów przez prawą półkulę, wymyślaniu, wizjonerstwu, zawsze zaprzeczającemu wzorom.
Ograniczenie myślenia do krytycyzmu lewej półkuli powoduje, że nasze poszukiwania są mało twórcze, brakuje im nowych pomysłów i rozwiązań, co wiedzie do stagnacji, braku postępu. Kreacyjność to cecha prawej półkuli, sprawdzanie przydatności wizji - to działanie lewej. Prawa może wyszukiwać wzory tam, gdzie nie istnieją, czyniąc z nas paranoików, gdyż myślenie takie polega na poszukiwaniu złowieszczego spisku, zawiązanego na naszą szkodę tam, gdzie nie istnieje. Naukę można określić jako działanie paranoiczne w stosunku do Natury, gdyż szukamy w niej naturalnych spisków, czyli powiązań pomiędzy informacjami, które są tak zróżnicowane w zakresie stopnia i rodzaju, że nie mogą być porównywalne. Naszym celem jest dokonanie wyekstrahowania z Natury wzoru (prawa półkula), lecz wiele wzorów nie pasuje do danych, dlatego muszą być przesiane przez sito myślenia analitycznego (lewa półkula). Nie umożliwi nam zrozumienia praw Natury tworzenie wzorów bez myślenia krytycznego ani też bezwzględny sceptycyzm bez szukania twórczego wzoru.
Lewa półkula przetwarza informacje sekwencjami, krok po kroku, prawa działa jednocześnie na wielu zakresach. Toteż nie wydaje się dziwne, że właśnie w naszej epoce wymyślono komputer działający według krokowej zasady. Ta półkula działa seryjnie, prawa równolegle i wielokanałowo.
Lewa półkula jest komputerem cyfrowym, prawa - analogowym. Przedmiotem logiki są związki między zdaniami. Przez zdanie rozumiemy w logice wypowiedź oznajmującą i sensowną, to jest taką, której w ramach danej nauki można przypisać ocenę prawdziwości albo fałszu i tylko jedną z tych dwóch ocen. Ocenę prawdziwości oznaczamy cyfrą 1, ocenę fałszu cyfrą 0. Nie dopuszczamy innych wartości zdania niż 0 i 1, czyli rozważamy logikę dwuwartościową, będącą podstawą "myślenia" komputerów, stanowiących fundament naszej cywilizacji, wynikającej z nadmiernego kierowania się lewą półkulą mózgu.
Oddzielenie funkcji obu półkul przyniesie w wyniku podstawową niekompatybilność, niespójność. Części świata, a więc postrzegana rzeczywistość, pozostaną ze sobą w sprzeczności. Realność pęknie, a obie części będą się zwalczać. Nasza cywilizacja nadmiernie polega na wynikach działalności lewej półkuli. Nazwiemy ją epoką racjonalnie myślących mężczyzn, jako że lewa półkula odpowiada za męski pierwiastek, prawa natomiast za żeński. Dysponując wiedzą intuicyjną, tajemną, kojarzy się ze wszystkim, co głębokie i ukryte. Takie są przyczyny zakrywania twarzy przez kobiety w kulturach o starych korzeniach. Kulturowy Wschód odpowiada za myślenie prawopółkulowe. Stamtąd biorą się czarowne baśnie "Tysiąca i jednej nocy" oraz ponure spiski. Zachód natomiast był zawsze bardziej lewopółkulowy, stąd jego postęp, racjonalizm i młoda męskość.
Przewaga jednej z półkul prowadzi do zakłóceń emocjonalnych. Czasami świat staje się chory, pogrążając się w ciemną mistykę prawej półkuli i szaleńcy maszerują przez miasta z czerwonymi pochodniami lub biczami opadającymi na ich plecy. Innym razem pada na bruk pomnik kultury czy stary pałac, siekiera rąbie drzewa w parku, na ołtarzach stawia się logikę i barbarzyńcy wykrzykują hasła.
W University College z Cardiff w Walii dokonano bardzo ciekawego eksperymentu. Wynaleziono specjalne soczewki kontaktowe, umożliwiające postrzeganie osobno przez lewe lub też prawe oko. Fragment rzeczywistości ulegał więc wyjaśnieniu przez lewą albo też prawą półkulę. Prawa półkula analizowała świat jako smutny, przygnębiający, wrogi, złowieszczy i czasem nawet obrzydliwy. Uczony stwierdził również, że jeśli nasze obie półkule współpracują, reakcje emocjonalne wynikają z działalności lewej półkuli, są więc bardziej racjonalne.
Ciemny i ponury sen ludzi Dnia Piątego musiał zostać przerwany. Europę przeorał lodowiec, egzemplarze uległy zniszczeniu. Niektóre przetrwały w różnych miejscach globu i spotykamy je w naszych czasach, nazywając Człowiekiem Śniegu. Nie uległy ewolucji, akurat ich materia nie komplikuje się wewnętrznie i nie tworzy samoistnie inteligencji. Lewa półkula mózgu nie została aktywowana, toteż nadal nie umieją mówić. Nie zostali obdarzeni duchem, zachowują się jak zwierzęta. Jednakże uczestnicy ekspedycji, którzy mieli okazję spojrzeć im w oczy, stwierdzają, że są ludzkie. Są to relikty ludzi Dnia Piątego.
Adam musiał być mężczyzną, gdyż symbolizował aktywowanie lewej półkuli mózgu, odpowiadającej za pierwiastek męski. Powstał w wyniku operacji biotechnologicznej.