I wtedy usłyszał chrząknięcie. To multikomp, który go wychował, wyraził swą naganę. "No tak, zaraz się zacznie ględzenie!" Będzie musiał wysłuchać tego całego gle, gle, gle na temat stosowania się do zasad. Tego nie wolno, tamto zakazane, a to nie wypada. Niestosowne są wybuchy emocji. Skoro należysz do klasy Zwyczajnych, musisz się zachowywać jak inni.  Ale tego właśnie on nie chciał. -Jestem nadzwyczajny i niepowtarzalny! - odszczeknie się staremu zrzędzie. - Chodząc w rozsznurowanych butach i czapce z daszkiem do tyłu jak wszyscy, manifestuję właśnie swoją odrębność! A czemu pokazuję to tak samo jak inni? Bo nic innego mi nie zaproponowano! - Czując narastający w nim bunt przeciwko wszystkiemu, wcisnął pięści w uszy, bo jego nadzorca już zaczął go pouczać. Siedział, wbijając paznokcie w dłonie. Czuł, że już, już eksploduje!
Dla Zerola był to wielki dzień buntu. Powiedział sobie, że już nigdy więcej nie zniesie ględzenia, ciągnącego się jak glut. I nagle! To był odruch, akt odwagi z rozpaczy. Kopnął multka. Ale to go rozjuszyło, bo tak jest zawsze z agresją: trzeba tylko zacząć. Potem leci samo. A masz! Dowalił z góry w obudowę. Raz! Jego pięść zawisła ponad komputerem po raz drugi, tym razem jednakże się zastanowił i po sekundzie rozprostował dłoń. Jego czyn był ohydny. Tak, wie o tym. Jakby podniósł rękę na własnego ojca.  Multek jednak się zamknął. Cisza wkoło. Nareszcie nie ma obok siebie tego ględzącego belfra. Nie słyszy ciągłych pouczeń: "Masz być taki. Bo tacy są wszyscy. Masz robić tak, bo tak postępują wszyscy." Jest wolny i ma nareszcie możliwość wyboru. Może robić wszystko, co zechce. Na przykład, włączyć grę. No to sobie pogra.
Włączył grę z pakietu reklamowego. "Wybierz tożsamość." Dobra. Pach, pach! Na ekranie widnieje on sam, Zerol. Ma na sobie czerwony kombinezon. Wyświetliła się sytuacja: historyczna klasa szkolna w XXI wieku. Chodziło się wtedy do budynku i siedziało wiele godzin w sali, nazywając coś takiego nauką. Rozejrzał się po uczniach w klasie.
Wszyscy byli przyodziani w granatowe giertychówki, a on! Odwrócili się w jego stronę i spojrzeli. - "Sss" - zasyczeli na niego. Zerol stał na środku sali. Przodem do chłopaków siedzących w ławkach. Każdy z nich podniósł ramię i wskazujący palec wysunął na Zerola.
"Sss".
"Jestem odmieńcem!" - pomyślał z rozpaczą Zerol.
Poczuł na własnej skórze, jaki to wstyd być innym niż reszta ludzi. Stał tak przez chwilę. "Sss" - w uszy wsypywały się syczenia, wydobywające się z ust siedzących w ławkach. "Ty, ty, ty!" - zdawały się mówić wytknięte na niego palce rąk.
Klik, wyłączone.

Przecież nie może pozostać z uczuciem wstydu. Rozpakował więc drugi pakiet. "Gra historyczna" głosiły litery tytułu na ekranie. "Wybierz stronę, po której chcesz walczyć." Pach! Na ekranie rozciąga się wielkie pole bitewne, na którym Wojska Zjednoczonej Katolickiej Europy walczą z niewiernymi. Żołnierze mają na sobie żółte mundury. Pierwszy w szeregu wzniósł oczy nabożnie w niebo, a ponad jego głową powiewa żółty sztandar. Wiatr go właśnie rozwinął i oczom żołnierzy ukazał się napis: "Mocni wiarą".
Zerol szukał swojej postaci w pierwszym szeregu armii Boga, lecz nie znalazł tam siebie pośród mundurów symbolizujących wiarę. Sprawdźmy drugi szereg. Szuka jeszcze głębiej. Nigdzie, nigdzie.
Zdesperowany, odwrócił się plecami do żołnierzy w żółtych mundurach. I teraz stoi twarzą w twarz z przeciwnikami. Każdy z nich naciągnął na twarz kominiarkę, w wyciętych otworach lśnią białka dzikich oczu. Trzecia dziura jest wycięta na usta. Bucha z niej okrzyk "Alla! Alla!".
Zerol również ma na twarzy kominiarkę, a w ręku dzierży sztandar Proroka.
"Niee!"
Znowu wybrał niewłaściwą stronę. Jest inny: niedostosowany, i to podwójnie, już bowiem po raz wtóry wybrał inaczej niż wszyscy. Co zrobić? Siedział nad pakietem ze zwieszoną głową. Pochylał głowę coraz niżej, aż w końcu uderzył czołem w blat biurka. Niżej nie może już upaść. Nie może znieść ciężaru winy. Podnosi głowę, musi z siebie wywalić straszliwego tego stressa! Ale jak?!
Porady multka nie może zasięgnąć, bo mu skopał procesor. Komputer się obraził i Zerol nie może zaguglować. Wpisałby: "stres usuwanie" i otrzymałby dziesięć tysięcy porad i dodatkowo praktyczne metody od grup dyskusyjnych. Ale niestety, drzwi do sieci są zaplątane na supeł. A, co tam! Raz rozwiąże problem samodzielnie.
Zerol sobie przypomniał, że istnieje jeszcze rzeczywistość realna. Mógłby więc skorzystać z fizycznych zasobów. Nigdy dotąd ich nie używał. Nawet nie wiedział, jak to się robi, ale na pewno potrafi. Powinien w tym celu wyjść ze swego pokoju.
Wyobraził sobie, że wychodzi z pokoju i rusza do świata fizycznego. Zdobędzie się na wielką wyprawę, przeżyje niesamowitą przygodę. O, szalone myśli, o dzikie pragnienia! Musi je opanować. Nie, już pragnieniom nie podoła.
Jeżeli pójdzie w prawo, dojdzie do swego belfrzastego kompa. Pewnie go włączy i zapyta, jak usuwać stres. Może nawet go przeprosi. Jeśli wybierze lewą stronę? Kroki go zawiodą tam, gdzie mu nie wolno chodzić. Stojąc na środku swego pokoju, Zerol rozkrzyżował ramiona, rozdzierany przeciwnymi kierunkami.
I nagle skoczył do drzwi! Potem w dół, do lochów, dokąd belfer zakazał chodzić.

Last Updated ( Wednesday, 01 September 2010 09:22 )