Wrzuć pięć...
Wrzuć 5 centów
Wszechwidzący i mędrzec popatrzyli na siebie, kiwając głowami. Odwaga człowieka zawsze ich oszałamiała. A on pędził jak szalony. Wiatr rozwiewał mu długie włosy. Podążyli za nim przyjacielskim truchtem, ale nim go dognali, zniknął. Kiedy znaleźli się blisko barwnych postaci, najpierw zbadali je ostrożnie, włożywszy w nie palce wskazujące. Potem zanurzyli ręce aż po łokcie i jeszcze raz na siebie spojrzawszy, ponaglili konie, wjeżdżając w gęstwinę kolorowych fantomów.
Jechali chwilę jak we mgle. Barwni ludzie biegali wrzeszcząc i chwytali ich za strzemiona. Wielu wygrażało pięściami. Chociaż ich groźby nie robiły im krzywdy, źle się czuli i niepewnie. Bały się również konie, więc musieli je trzymać krótko przy pyskach. Tym bardziej więc podziwiali odwagę człowieka. Nigdzie go jednak nie było.
Kiedy przejechali zaporę z fantomów, zobaczyli przed sobą ładną dolinkę, pełną zielonej trawy. Na jej środku stała chata. Weszli do niej. Siedział przy stole i rozmawiał z kobietą. Stała przed nim. Na wierzchu miała piersi. Obejmowały je metalowe lejki, pięknie się złocące. Opierała się jedną ręką o swoje biodro.
- Nie, nigdy nie słyszałam o Ziemi - widocznie odpowiadała na pytania człowieka.
- A co znajduje się dalej? - zapytał mędrzec.
- Wiszary ponad przepaściami - odpowiedziała. - Długie i zielone jak twoja broda.
- Czy to są góry? - zapytał człowiek, a jego towarzysze się zdumieli, jak zawsze trafnie umie zadać pytanie.
Kobieta się zamyśliła. - Mieszkam tu od wielu obrotów, ale nigdy nie słyszałam o górach.
- Chcemy dojść do miasta - powiedział człowiek.
- Nie wiem, co to jest ? zaprzeczyła kobieta.
- Ale ja widziałem - upierał się człowiek. - Oświecę cię, miasto należy do pierwotnych pojęć.
- Masz na myśli realistyczny układ zamknięty, którego poszczególne części...
- Tak, oczywiście! - przerwał z gniewem człowiek, gdyż nie przelicytował jej swą wiedzą.
- Tam są skrzynki. Byty półpsychiczne są z nimi związane. Ale nie znam zasady.
- Właśnie! O to mi chodzi! - wrzasnął człowiek. - Tego szukam.
- Chcesz dojść do skrzynek? - przestraszyła się kobieta. - Tego nikt jeszcze nie dokonał. Zresztą, w jakim celu?
- Bo taki jestem!
- My przedsięwzięliśmy tę wędrówkę, mając na celu? - zaczął mędrzec.
- Nie musisz jej wyjaśniać - przerwał człowiek - czyż nie widzisz, że ma zredukowaną psychikę? W którym to pokoleniu jesteś materialna?
Otwierała usta, aby wyjaśnić, lecz jej przerwano, gdyż nikogo to nie obchodziło. Od niepamiętnych czasów, i właśnie o to chodziło, że nikt nie znał daty, nie wiedzieli, co istniało wcześniej. Samopowielające się byty uzyskiwały różny stopień realności i materialności. Rzeczywistość psychiczna - tak ją przynajmniej tradycyjnie nazywano - już dawno wchłonęła wszystkie inne byty Strefy. Istoty materialne, takie jak ta kobieta, nie miały żadnych możliwości zrozumienia pewnych rzeczy. Żyła sobie konkretnie na obrzeżu wielkiego pola psi i skontaktować się z nim mogła jedynie przy pomocy wytworów materialnych. Inni czerpali wprost. Toteż człowiek czuł się o wiele od niej lepszy.
- W jaki sposób powstały wiszary? - załagodził mędrzec, zadając mądre pytanie, gdyż tamtędy prowadziła ich droga.
- Mosty. To są mosty łączące poszczególne części. Niestety, w większości pozarywane.
- Nie ma więc przejścia? - zapytał człowiek i to było świetne pytanie.
Pokręciła przecząco głową.
- Nie dasz nam żadnej wskazówki? - zapytał człowiek.
Podzielę się z wami wszystkim, co mam.
Wykonała ramieniem obrót i w jej ręce pojawiła się duża, srebrzysta rzecz, wyglądająca jak saganek. Nasadziła go na głowę. Był to hełm z dwoma zagiętymi rogami jak półksiężyce. Pociągnęła swoje dwa lejki za końce i wysunęły się z nich anteny.
- Zaraz zacznie się przekaz - rzekła. - Tylko trochę się podładuję.
Kobieta skomunikowała się z psychorealnością wiszaru. Po chwili obrazy zaczęły się pojawiać w powietrzu: otworzyła się brama, wyszli z niej ludzie w długich sukniach i kurtkach, niosąc błyszczące rzeczy i dymiąc małymi przedmiotami. Poruszali się raczej mechanicznie. Przeszli i znikli. Po chwili nadeszli inni, również niecałkowici. Mieli brązową skórę, skórzane spodnie z frędzlami po bokach, a na głowie pióra. Wykonując podskoki, poruszali się po okręgu, czasem wymachiwali rękami, w których trzymali siekiery. Również i oni ustąpili innym, tym razem rosłym mężczyznom w olbrzymich kapeluszach i z linami w rękach, zakończonymi kołami. Szli kołysząc się i czyniąc coraz więcej kół przy pomocy lin. Po chwili wszystko znikło.
- Czy oni są prawdziwi? - zapytał człowiek.
- Nigdy się nad tym nie zastanawiałam.
- Nie chciałaś się również dowiedzieć, czy istnieje Ziemia! - wykrzyknął człowiek z wielką wściekłością.
Ona jednakże wcale nie przejęła się jego gniewem.
- My tu rozważamy praktyczne problemy.
- Mam ochotę cię zabić! - wrzasnął człowiek.
- To nie ma dla mnie żadnego znaczenia.
- A niby dlaczego?
- Od razu widać, że jesteście z daleka - rzekła nieporuszona. - Ja jestem wielokrotna.
Jechali chwilę jak we mgle. Barwni ludzie biegali wrzeszcząc i chwytali ich za strzemiona. Wielu wygrażało pięściami. Chociaż ich groźby nie robiły im krzywdy, źle się czuli i niepewnie. Bały się również konie, więc musieli je trzymać krótko przy pyskach. Tym bardziej więc podziwiali odwagę człowieka. Nigdzie go jednak nie było.
Kiedy przejechali zaporę z fantomów, zobaczyli przed sobą ładną dolinkę, pełną zielonej trawy. Na jej środku stała chata. Weszli do niej. Siedział przy stole i rozmawiał z kobietą. Stała przed nim. Na wierzchu miała piersi. Obejmowały je metalowe lejki, pięknie się złocące. Opierała się jedną ręką o swoje biodro.
- Nie, nigdy nie słyszałam o Ziemi - widocznie odpowiadała na pytania człowieka.
- A co znajduje się dalej? - zapytał mędrzec.
- Wiszary ponad przepaściami - odpowiedziała. - Długie i zielone jak twoja broda.
- Czy to są góry? - zapytał człowiek, a jego towarzysze się zdumieli, jak zawsze trafnie umie zadać pytanie.
Kobieta się zamyśliła. - Mieszkam tu od wielu obrotów, ale nigdy nie słyszałam o górach.
- Chcemy dojść do miasta - powiedział człowiek.
- Nie wiem, co to jest ? zaprzeczyła kobieta.
- Ale ja widziałem - upierał się człowiek. - Oświecę cię, miasto należy do pierwotnych pojęć.
- Masz na myśli realistyczny układ zamknięty, którego poszczególne części...
- Tak, oczywiście! - przerwał z gniewem człowiek, gdyż nie przelicytował jej swą wiedzą.
- Tam są skrzynki. Byty półpsychiczne są z nimi związane. Ale nie znam zasady.
- Właśnie! O to mi chodzi! - wrzasnął człowiek. - Tego szukam.
- Chcesz dojść do skrzynek? - przestraszyła się kobieta. - Tego nikt jeszcze nie dokonał. Zresztą, w jakim celu?
- Bo taki jestem!
- My przedsięwzięliśmy tę wędrówkę, mając na celu? - zaczął mędrzec.
- Nie musisz jej wyjaśniać - przerwał człowiek - czyż nie widzisz, że ma zredukowaną psychikę? W którym to pokoleniu jesteś materialna?
Otwierała usta, aby wyjaśnić, lecz jej przerwano, gdyż nikogo to nie obchodziło. Od niepamiętnych czasów, i właśnie o to chodziło, że nikt nie znał daty, nie wiedzieli, co istniało wcześniej. Samopowielające się byty uzyskiwały różny stopień realności i materialności. Rzeczywistość psychiczna - tak ją przynajmniej tradycyjnie nazywano - już dawno wchłonęła wszystkie inne byty Strefy. Istoty materialne, takie jak ta kobieta, nie miały żadnych możliwości zrozumienia pewnych rzeczy. Żyła sobie konkretnie na obrzeżu wielkiego pola psi i skontaktować się z nim mogła jedynie przy pomocy wytworów materialnych. Inni czerpali wprost. Toteż człowiek czuł się o wiele od niej lepszy.
- W jaki sposób powstały wiszary? - załagodził mędrzec, zadając mądre pytanie, gdyż tamtędy prowadziła ich droga.
- Mosty. To są mosty łączące poszczególne części. Niestety, w większości pozarywane.
- Nie ma więc przejścia? - zapytał człowiek i to było świetne pytanie.
Pokręciła przecząco głową.
- Nie dasz nam żadnej wskazówki? - zapytał człowiek.
Podzielę się z wami wszystkim, co mam.
Wykonała ramieniem obrót i w jej ręce pojawiła się duża, srebrzysta rzecz, wyglądająca jak saganek. Nasadziła go na głowę. Był to hełm z dwoma zagiętymi rogami jak półksiężyce. Pociągnęła swoje dwa lejki za końce i wysunęły się z nich anteny.
- Zaraz zacznie się przekaz - rzekła. - Tylko trochę się podładuję.
Kobieta skomunikowała się z psychorealnością wiszaru. Po chwili obrazy zaczęły się pojawiać w powietrzu: otworzyła się brama, wyszli z niej ludzie w długich sukniach i kurtkach, niosąc błyszczące rzeczy i dymiąc małymi przedmiotami. Poruszali się raczej mechanicznie. Przeszli i znikli. Po chwili nadeszli inni, również niecałkowici. Mieli brązową skórę, skórzane spodnie z frędzlami po bokach, a na głowie pióra. Wykonując podskoki, poruszali się po okręgu, czasem wymachiwali rękami, w których trzymali siekiery. Również i oni ustąpili innym, tym razem rosłym mężczyznom w olbrzymich kapeluszach i z linami w rękach, zakończonymi kołami. Szli kołysząc się i czyniąc coraz więcej kół przy pomocy lin. Po chwili wszystko znikło.
- Czy oni są prawdziwi? - zapytał człowiek.
- Nigdy się nad tym nie zastanawiałam.
- Nie chciałaś się również dowiedzieć, czy istnieje Ziemia! - wykrzyknął człowiek z wielką wściekłością.
Ona jednakże wcale nie przejęła się jego gniewem.
- My tu rozważamy praktyczne problemy.
- Mam ochotę cię zabić! - wrzasnął człowiek.
- To nie ma dla mnie żadnego znaczenia.
- A niby dlaczego?
- Od razu widać, że jesteście z daleka - rzekła nieporuszona. - Ja jestem wielokrotna.
Last Updated ( Wednesday, 01 September 2010 09:13 )


