Menu główne
„PLAN”
Twórczość
Czytelnia
Galerie zdjęć
| Rozdziały I, II i III |
|
|
|
|
ROZDZIAŁ IPOKÓJ PEŁEN ZABAWEK Tomek wpadł do pokoju. - Gdzie samochodziki?! Chciał się bawić w wyścigi samochodowe na chodniku przed domem. Koledzy niecierpliwili się, czekając, aż powróci z kieszeniami wyładowanymi wyścigówkami. A samochodów miał dużo, i były nadzwyczaj szybkie. Na pewno wygra te wyścigi. - Gdzie te samochodziki?! Na samym środku pokoju stała skrzynia z zabawkami, jej wieko było odchylone. A w skrzyni znajdowała się góra zabawek. Tomek wsunął rękę w tę górę, aby wyciągnąć samochodziki, a wtedy zabawki zaczęły spadać na podłogę. Ręka jednak nie natrafiła na samochodziki. Włożył drugą rękę aż po ramię i rozgarniał zabawki na wszystkie strony. Teraz zabawki spadały ze stosu o wiele szybciej, jedna za drugą, pac, pac, pac. Nagle jego palce natrafiły na zabawkę, która kształtem przypominała samochodzik. Zacisnął dłoń i wyciągnął ręce ze skrzyni. Kiedy otworzył rękę, spojrzał: na dłoni leżała łódeczka. Westchnął i odrzucił ją od siebie. Łódka upadła na gromadkę zabawek, leżących na podłodze. - Jak odnaleźć samochodziki? Chłopcy na pewno się niecierpliwią. Byle tylko nie ominęła go taka wspaniała zabawa. To wszystko przez ten bałagan! Tomek nie tracił jeszcze nadziei na odnalezienie samochodzików. Być może leżały na samym dnie skrzyni, przywalone wszystkimi zabawkami. Musi je stamtąd wyjąć. Wyjął jedną zabawkę i znudzony odrzucił. Wyjął drugą i odrzucił w druga stronę. Beznadziejna praca! I jaka nudna! A jak długo trwa! Szybciej! Zagarnął ramionami całe naręcze zabawek, a kiedy je uniósł, zabawki zaczęły wypadać mu z rąk. Jedna z drugą zsuwały się na podłogę. Pochylił się, by je podnieść, a wtedy wypadły następne, bęc, bęc. Zrezygnowany, upuścił je wszystkie z powrotem do skrzyni. Rozejrzał się po pokoju. Zabawki były wszędzie. Zajmowały całą podłogę. Leżały na fotelu i pod fotelem, gdzie stał lewy but i prawy but. Do nich również wetknięto zabawki. Kiedy Tomek zobaczył ten okropny nieład, zapragnął, aby ktoś za niego zrobił porządek. Chciał, aby nagle wszedł zaczarowany Siłacz, który jednym ruchem ręki wygarnie zabawki ze skrzyni. Mógłby ewentualnie zjawić się Czarodziej, którą swą magią potrafi wszystkie zabawki poukładać w rządkach. W pokoju był jednak tylko on sam. - Jak zrobić porządek? - pomyślał. Trzeba przyjąć jakąś zasadę układania. Czy poukładać czerwone z czerwonymi? Czy może duże z dużymi, a małe z małymi? A może zupełnie inaczej? Musi szybko to odgadnąć, bo w wyobraźni widział swoich kolegów, którzy okręcają się na pięcie i odchodzą. Pobiegnie za nimi. Ale co im powie? Czy ma się przyznać, że nie odnalazł samochodzików, bo w pokoju rządził bałagan? Musiałby stanąć wprost przed nimi i powiedzieć: "Zabawy nie będzie". Wyobraża sobie ich miny! Czekaliby na wyjaśnienia, a on musiałby dodać: "To wszystko moja wina". Wyobraża sobie ich spojrzenia! Nie, nigdy tego nie powie. Zapragnął uciec od tego okropnego nieporządku. Rzucił się do drzwi. Były zamknięte! Szarpnął je do siebie, by otworzyć. I wtedy zobaczył coś strasznego. Wciśnięty pod drzwi leżał Szmaciany Król z oczkami z guziczków. Jeśli pociągnie drzwi, zmiażdży go, a jest to jego najstarsza zabawka, dość zniszczona, ale ukochana. Król zawsze siedział na księdze z baśniami na półce. Jak spadł, jak dostał się do szpary pod drzwiami? Przez okno wpadły okrzyki, to koledzy ponaglali Tomka. Tomek lekko pociągnął drzwi do siebie, tylko kawałek. Nagle stało się coś strasznego! Drzwi przygniotły Szmacianego Króla! Tomek odepchnął drzwi od siebie, ale to nie uwolniło zabawki. Pochylił się więc, wyciągając ramię, by wyjąć zabawkę, a wtedy odezwały się wołania kolegów. Tomek się wyprostował, cofnął rękę, słuchając, czy koledzy odchodzą. Tak bardzo chciał wyjść z pokoju i pójść się bawić z kolegami. I wtedy stało się! Wejście do baśni się zaczęło się otwierać bezszelestnie. Po cichutku, w zaczarowany sposób i nie wiadomo gdzie. ROZDZIAŁ IITOMEK WPADA DO BAŚNI Drzwi, prowadzące do pokoju, zamieniły się w bramę, a jego pokój stał się zaczarowanym Zamkiem. Był bardzo piękny i wysoki. Tomek stał przed bramą, prowadzącą do baśni. Bujna trawa łąki sięgała mu aż po kolana. Rosły tu różne gatunki traw, na ich wysokich łodyżkach powiewały złociste kitki, które rozczesywał Wiatr. Wiatr siedział ze skrzyżowanymi nogami w oknie kamiennej baszty, która stała nieopodal bramy. Było tak pięknie i beztrosko, że Tomek zapragnął pobiegać sobie przez chwilę na łące. Pobiegł w jedną stronę, a potem w drugą, jednak nie czuł się zbytnio zadowolony. Jakże by mu się przydały jego zabawki! Ale ich nie było. Musi powrócić do swego pokoju i przynieść sobie zabawki. Wtedy dopiero będzie pięknie i beztrosko! Przypomniał sobie, że pozostawił w pokoju okropny bałagan, mimo to zapragnął tam powrócić i ruszył w kierunku bramy. Kiedy przejdzie przez bramę, znajdzie się z powrotem w swoim pokoju. Gdyż po tej stronie bramy widać zaczarowany zamek krainy baśni, a po tamtej stronie jest jego pokój pełen zabawek. Tomek podszedł do bramy. Nagle usłyszał hałas, dobiegający z tamtej strony bramy. Był to hałas bardzo głośny taki, jaki robi ktoś okropnie rozzłoszczony. Tomek stanął i nadstawił uszu. Co tam się działo za bramą? Słyszał odgłosy przesuwania przedmiotów. Potem usłyszał szuranie, bo ktoś zsuwał je na gromadkę! Teraz ktoś zgarniał je szufelką! Co to znaczy!? Ktoś tam robił porządki! Ten ktoś chodził ciężko, dużymi krokami i był bardzo energiczny. Nagle ten ktoś rzucił ciężkim krzesłem. Krzesło się przewróciło i stukając swymi czterema ciężkimi nogami, toczyło się po kamiennej posadzce. Straszny to był łoskot! Potoczyło się i ustało. Nagle Tomek usłyszał okropny wrzask. Tak wrzasnął ktoś, kto natrafił na Szczura w swojej kuchni. Rozległy się szybkie kroki i plask! Coś ciężkiego upadło na ziemię tuż niedaleko. Tomek musiał koniecznie sprawdzić, co się tam dzieje. Był ogromnie ciekawskim chłopcem. Czuł również pewien niepokój z powodu bałaganu, jaki zostawił w swoim pokoju. Jego pokój zamienił się w zaczarowany Zamek. Tam właśnie ktoś robił porządki. Zebrał wszystkie zabawki na gromadkę i zgarnął je na szufelkę. Co z nimi zrobi? Tomek obawiał się, że już nigdy nie zobaczy swoich zabawek. Cisza nagle zapadła po tamtej stronie. Tomek zbliżył się jeszcze o parę kroków do bramy. Zobaczył wtedy, jak nieporządnie jest zbita ze zwykłych desek, pomiędzy którymi prześwitywały szpary. Szpary były wystarczająco szerokie, by przez nie zajrzeć na drugą stronę. Osłonił oczy dłońmi i zajrzał na drugą stronę bramy. Zobaczył tam niewielki dziedziniec, wybrukowany płaskimi kamieniami. Kamienie były równe i można było przeskakiwać z jednego na drugi. Po drugiej stronie dziedzińca wyłożonego kamieniami zobaczył drzwi do kuchni. Te duże i ciężkie drzwi umiały głośno się zatrzaskiwać. Chociaż stały otworem, wcale nie wpuszczały światła do kuchni. Kuchnia była bardzo duża i ciemna. Nagle z dużej i ciemnej kuchni dobiegł wrzask. To wrzeszczała Zła Kucharka. - Zamiataj, Gamoniu! Z prawej do lewej strony! - Nie wiem, gdzie jest prawa strona, Kucharko - odpowiedział Gamoń. - Prawa jest przeciwna do lewej - odpowiedziała Zła Kucharka. A Gamoń jak to gamoń, zapomniał nawet, gdzie jest lewa strona. Tomek usłyszał głośne kroki. Zła Kucharka szła w stronę drzwi, głośno waląc buciorami. To ona rzuciła ciężkim krzesłem! To ona wrzeszczała! To ona poniewierała biednym Gamoniem i zmuszała go do ciężkiej pracy w ciemnej i brudnej kuchni. Jest straszna! Zaraz stanie na progu! Jeśli złapie Tomka, również zapędzi go do brudnej pracy! Nigdy nie wypuści go z ciemnej kuchni na słoneczko i łąkę, gdzie rośnie piękna trawa. Nie pozwoli mu bawić się jego ukochanymi zabawkami. Będzie na niego ciągle wrzeszczeć! I nigdy nie ugotuje mu budyniu. Tomek odskoczył od bramy i odbiegł jak mógł najdalej. ROZDZIAŁ IIIPIERWSZE SPOTKANIE Z MIESZKAŃCAMI ZAMKU
Kiedy odbiegł kawałek, zobaczył, że trawa jest tak wysoka i bujna i może go ukryć. Zła Kucharka na pewno go nie zauważy. Do uszu Tomka dobiegły dziwne dźwięki. Przypominały odgłosy upadku przedmiotów, które ktoś wyrzucał przez drzwi kuchni. Rzucał je wprost na brukowany dziedziniec. Odgłosom uderzania się o kamienie towarzyszyły głośne okrzyki. - Och! Ach! Oj! Mój ogonek! - Też coś! Wypraszam sobie! Okrzyki wydawały zwierzątka, które Zła Kucharka zebrała na szufelkę i wyrzuciła przez szeroko otwarte drzwi kuchni. Zwierzątka spadały na kamienie, jednakże się nie potłukły. Pozbierały się od razu i podwinąwszy ogonki, przemykały pomiędzy szparami w bramie na łąkę, by się ukryć w bujnej trawie. Srebrzyste kłoski dzikiego żyta rozchylały się na boki, by mogły przebiec, a kiedy przemknęły, gęste trawy od razu się zamykały i nikogo nie było widać. Odezwały się również ciche i zmieszane okrzyki. - Prędzej! Pośpieszcie się! - Och, nie! Podarła go na strzępy! - Kogo podarła Zła Kucharka? - Szmacianego Króla! - Co teraz będzie? - Zbierać Jaśnie Pana! - odezwał się basowy głos. - Pośpieszać! - Pośpiesam, Wasa Wielmozność - zaseplenił ktoś w odpowiedzi, przebiegając niewidocznie wśród traw. Wierna zwierzastra zbierała kawałki Szmacianego Króla, którego Zła Kucharka podarła na kawałeczki. - Susłak! Kto niesie nogę Jaśnie Pana? - zapytał basem Borszuj Dalipan nazywany Wasą Wielmoznością. - Świsteł! On zawse bieze, co nie tseba - zaseplenił Susłak. - Spadł z niej pantofel! - zawołał wesoły głos. - Nicpoń, poszukaj go, to sprawa wagi państwowej! - napomniał go bas. Tomek słyszał więc cztery zwierzątka: Wasą Wielmozność, wydającego rozkazy basem i Susłaka, który seplenił. Świsteł niósł za to nogę Szmacianego Króla, a Nicpoń z niego żartował. - Szszukamy! Waszsza Wielmożżność! - odkrzyknął Świsteł przez szparę między zębami. - Kto niesie oczy? - zaniepokoił się Wasa Wielmozność basem. - Ocy? Mości panowie, kto niesie ocy Jaśnie Pana? - powtórzył sepleniąc Susłak. - Kto? Kto? - powtórzyło wiele niespokojnych głosów myszajstwa. - Mości Panowie! - wezwał wszystkich Borszuj basem. - Szukać oczu Jaśnie Pana. - Nicpoń ma ocy - powiedział Susłak. - Coo?! - oburzył się basowy głos. - Kto dał Nicponiowi oczy Jaśnie Pana? - On ma tylko jedno z ocu, Wasa Wielmozność - odpowiedział Susłak. - Które? - zapytał bas. - Nicpoń nie wie, które z ocu tsyma - odpowiedział sepleniący Susłak, który nie umiał ułożyć zdania bez użycia słów z głoskami sz lub ż, czyli rz. Zwierzątka biegały bezładnie. Właśnie na Tomka wpadł Susłak, który miał brzuch tak omotany złotą szmatką, że wystawał niewiele w górę i jeszcze mniej w dół. Był to chudy myszurek, dźwigający na plecach ramię, uszyte ze szmatek i wypchane watą. Uderzywszy niechcący czołem w stopę Tomka, stanął i natychmiast wyszarpnął patyk zza pasa i trzymając go niby szablę ostrym końcem do góry, zaczął z przejęciem wykrzykiwać. - Psysięgam bronić ramienia Smacianego Króla, jakem Susłak Świscypała, Marsałek Mys Polny! - Po czym cofnął się o krok i nastawił patyk, by zadać, jak sobie wyobrażał, straszliwe pchnięcie, poruszywszy przy tym groźnie pyszczkiem w lewą stronę, a potem jeszcze okropniej w przeciwną. Tuż za nim nadbiegała hałastra zwierząt, po prostu zwierzastra. Tłoczyło się tam zwyczajne, szare myszajstwo spiżarniane. Przed nimi przepychały się groźne myszury wąsate. Ramię w ramię z Marsałkiem Mysem Polnym stał dzielny towarzysz jego, co to nie jeden raz do walki go zagrzewał swym świstem przez szparę w zębach i stąd wziął imię swe - Świsteł. Był to chudopachołek, któremu za cały majątek musiało wystarczać wyszarzałe na grzbiecie futerko i sława. Jego patyk długi i cienki, po bokach wyszczerbiony, a na końcu złamany, wisiał ledwo na guziku z zieloną pętelką. Ale to on, Świsteł dostąpił honoru dźwigania nogi Jaśnie Pana, zrobionej z kawałka zrolowanego koca, zagiętego na końcu i zszytego zieloną nitką na okrętkę tak, że udawał stopę. I to na niej właśnie nie było królewskiego pantofla. Stojąc naprzeciwko Tomka, nieduzi, lecz z groźnymi minami, trzymali krzepko wciąż uniesione patyki, które uważali za szable. - Jest pantofel Jaśnie Pana - pomiędzy myszywojów wbiegł wesoły Nicpoń o ruchliwym nosku, trzymając oburącz wysoko przed sobą pantofel uszyty z czerwonego aksamitu. Jego zelówka była oderwana i potem przyszyta na okrętkę zieloną nitka. - Macie tu dużo zielonych nici - rzekł Tomek. Na te słowa Susłak Świszczypała spojrzał na swego towarzysza walki, a ten poruszył groźnie wąsami o wiele większymi niż on sam, Świsteł Chudopachołek. Zanosiło się na coś okropnie krwawego. Właśnie ze zwierzastry przepchnął się na środek okazały Borszuj Dalipan i stanął o krok przed wszystkimi. Miał on na zbyt długim łańcuszku, olbrzymi złoty zegarek obijający się o kolana. Próbował do niego dosięgnąć, sapiąc, lecz zawadzał ramieniem o zbyt wydatny brzuch. - Mości Myszajstwo! - zaczął przemówienie, stojąc w dumnej postawie na samym środku. Właśnie uniósł zegarek do oczu, lecz zanim zdążył sprawdzić, którą godzinę wskazuje, Wiatr lekko dmuchnął i futerko na zwierzątkach zafalowało. - Sprawdźmy, czy ona już skończyła. - Tak, sprawdźmy - zawołało gromko myszajstwo, a w głosach brzmiała tęsknota. Wierzyli, że Zła Kucharka skończyła sprzątać i powrócą do domu. Jakże straszne były jej porządki! Zanim dotarł do nich następny podmuch, zwierzastra rozbiegła się na wszystkie strony, gubiąc i podnosząc po drodze drogocenne części osoby Szmacianego Króla. Muszą odnaleźć wszystkie kawałki i pozszywać je zieloną nitką. Kiedy odbiegli, Tomek zauważył coś błyszczącego tuż obok swojej stopy. Był to zielony guzik. Podniósł go i włożył szybko do kieszeni. Guzik służył jako oko Jaśnie Pana. Musi koniecznie dać je zwierzątkom, aby przyszyli oko Szmacianemu Królowi, by mógł czytać dzieciom piękne baśnie z Wielkiej Księgi Baśni. Kiedy Szmaciany Król czytał baśnie, Królestwo Baśni istniało. Jeżeli nie będzie czytał, Królestwo Baśni zniknie. Tomek nie może dopuścić, by zginęło Królestwo Baśni. Podniósł się więc, by się za nimi rozejrzeć. W tym właśnie momencie podbiegło małe zwierzątko o ruchliwym nosie, nazywane Nicponiem. - Gdzie jest oko Jaśnie Pana? - pochylił się i zaczął węszyć przy ziemi.- Zgubiłem je, gdy szukałem pantofla. Nim chłopiec odpowiedział, zwierzątko odbiegło. Tomek został sam. Musi pobiec za nimi, by ocalić Królestwo Baśni Wszystko w jego rękach! Nie może jednak przejść przez bramę. Tak bardzo się boi Złej Kucharki. To ona wprowadziła okropne porządki! A dlaczego to zrobiła!? Bo Tomek to zaniedbał. Czuł się okropnie. To wszystko jego wina.
|



